Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 16.10.2013 A A A
Arctic Monkeys „AM” - 7,5/10
ALEKSANDRA KUCHTA
Okładka płyty

Arctic Monkeys to już w zasadzie ikona brytyjskiego rocka. Nagrywają ponad dziesięć lat, a jeszcze nie dobili do trzydziestki. Od pierwszej płyty na wyspach zajmują pierwsze miejsca list przebojów, słuchając ostatniego krążka można usłyszeć nie tylko potencjał ale i pełną formę gwiazd.


Ten zespół spełnił swój brytyjski sen. Za dzieciaka kilku chłopaków założyło kapelę, a teraz jeżdżą po całym świecie zapełniając stadiony. Kto nie marzy o takiej karierze? Od początku fascynowali swoimi nieokrzesanymi riffami w stylu właściwym tylko sobie. Grali bezpretensjonalnie, miejscami brudno i niezwykle świeżo. Porazili cały świat i pozostali sobą.

 

Teraz starsi i mądrzejsi pokazali co kryją w zanadrzu. Czerpią z bogatej historii brytyjskiego rocka i bluesa. Nie boją się falsetowych chórków i delikatnych melodii. Płyta ma niezwykły nocny klimat, dzień nie wydaje się po prostu tak dobrym momentem na jej słuchanie. Teksty Alexa wzbudzają pewien rodzaj tęsknoty i niespełnienia charakterystyczny dla pór niekoniecznie wczesnych i niekoniecznie trzeźwych. Najważniejszym momentem albumu jest utwór pierwszy „Do I Wanna Know” łączący tyle gatunków muzyki, że nawet nie warto ich wymieniać. Rytmiczny, melodyjny i niezwykle smutny kawałek tego co w muzyce rozrywkowej najlepsze. Utrzymuje bluesowy, melancholijny klimat. Jest minimalistyczny a jednocześnie pełen mocnego rytmu i wyrazistej melodii. Barwa głosu wokalisty wydaje się być stworzona pod tego typu utworów. Po wydaniu na singlu automatycznie stał się przebojem i zaskarbił sobie sympatię zarówno fanów jak i krytyki. Kolejny na płycie „R U Mine” to brudny, garażowy numer, tylko pozornie niedopracowany. Wokalista, i zarazem główny kompozytor wydaje się w tym utworze niemal uśmiechać, pewny swojego sukcesu i pozycji na scenie.

 

Dalej płyta zwalnia, wydaje się być bardziej jednolita i melancholijna. Słyszymy rytm hip-hopowy w „One For the Road”, „Arabella” i “Why’d Call Me When You’re High”. Romans z hip-hopem wydaje mi się nie trafiony. Kawałki są nieco suche, bez energii i polotu. Uznajmy to za eksperyment, który nie do końca wypalił. Każdego recenzenta eksperymenty cieszą, bo oznaczają, że zespół się rozwija. Zobaczymy, czy Arktyczne Małpy będą tą drogę podążać dalej, czy może jednak będą skłaniać się raczej do bluesa, co wychodzi im niesamowicie dobrze. Z resztą typowy rytmiczny rock w „I Want It All” brzmi też bardzo przyzwoicie. Jest lekki, porywa wyklaskiwany rytm, a melodia szybko wpada w ucho.

 

Słuchając pozostałej części albumu zwracamy uwagę na „Fireside” z mnogością instrumentów perkusyjnych. Pojawiają się również ballady, z których najciekawsza „I Wanna Be Yours” zamyka płytę nutą niemalże jazzową i z pewnością nie nowoczesną. Wokalista i autor tekstów lubi wchodzić w niejednoznaczne interakcje ze słuchaczami. Przyjemnie słucha się jak Alex Turner śpiewa, jak w tytule, że chce być nasz. Kiedy na koncercie pyta „R U Mine?” cała publiczność odpowiada jednogłośnie: że tak, pokazując ile muzyka tych skromnych chłopaków znaczy dla ludzi, nie tylko z rodzimego kraju.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (0)
Brak komentarzy
PODOBNE TEMATY
Kim były "Żony SS-manów"?
Spoglądając na historię dostrzegamy głównie najważniejsze ...
„Znam taki kraj, którego ty nie znasz”
Nawet dorośli odkrywają w sobie małego odkrywcę. Dlatego ...
Barbara Hollender, Od Kutza do Czekaja. Wydawnictwo Prószyński i Spółka
Ponad półtora roku musieliśmy czekać na drugi tom esejów ...
Werwolf. Ostatni zaciąg Himmlera
Werwolf należy do tych organizacji powstałych w ramach III ...