Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 23.05.2016 A A A
Kim były "Żony SS-manów"?
WALDEMAR KUGLER

Spoglądając na historię dostrzegamy głównie najważniejsze czynniki ją kreującą, a spośród ludzi – tylko tych najważniejszych, jednostki czy to są potęgą, czy odwagą, czy w końcu szaleństwem zmieniające bieg dziejów w kluczowych dla niego momentach. Rzadko dostrzegamy, kto stał za tymi ludźmi, a nader rzadko dzieje się tak, by działali oni sami, w próżni, bez innych osób.


Historia II wojny nie jest tu wyjątkiem. Ostatnie lata obrodziły nowymi publikacjami na temat głównych „aktorów” tamtych wydarzeń, co w połączeniu z ustaleniami starszych historyków pozwala nam mniemać, że w zasadzie już ich poznaliśmy, natomiast na marginesie tego nurtu odkrywania „wielkiej historii” na nowo pojawiło się morze książek i artykułów starających się odejść od tendencji opisu wydarzeń jako oplecionych wokół kluczowych postaci, a w zamian proponujących szersze spojrzenie na ówczesne czasy.

 

„Żony SS-manów” Gudrun Schwarz doskonale wpisują się w ten nurt dając nam możliwość spojrzenia na ten aspekt życia ludzi odpowiedzialnych za II wojnę poprzez szczególnie ważny socjologicznie aspekt rodzinny. Już samo wzięcie tej książki do ręki uświadamia nam, że przecież ci wszyscy mordercy nie działali sami! Jest to swojego rodzaju epifanią – odkryć, że za prawie każdym mężczyzną idącym na front z myślą o tworzeniu niemieckiej lebensraum stała kobieta. I nawet gdyby książka Schwarz była przyczynkiem słabym, to i tak czyniłoby to ją pozycją w pewnym sensie ważną.

 

Przede wszystkim dla polskiego czytelnika przełamuje ona pewne niedopowiedzenie, a może celowo zakorzeniony pogląd, że SS było w pewnym sensie wykolejonym zakonem rycerskim. Owszem, z czasem zaczęło podążać w tym kierunku, choć wg odpowiedzialnego za ideologię SS Himmlera pierwotnie miała być to wspólnota rodów, w której spotykałyby się tylko osoby będące szczególnie cennymi „dawcami” czystej, aryjskiej krwi – a więc mimo że w samych strukturach organizacji działać mogli tylko mężczyźni, kobiety były równie ważne, choć ich rola była oczywiście zupełnie inna. Kobiety nie miały walczyć (zresztą, nawet w obliczu klęski Niemcy nigdy nie mobilizowali masowo kobiet, jak robili to choćby Sowieci), ale miały podtrzymywać domowe ogniska, a tym samym całą kulturę niemiecką, która wg ideologów nazizmu tworzyła się właśnie w rodzinach (a właściwie – rodach).

 

Książka Schwarz pokazuje właśnie, jak rodziły i działały takie struktury, jak kobiety wpływały na nazizm, a z drugiej strony jak ideologia wpływała na nie. Odziera przede wszystkim niemieckie „żony SS-manów” z mitu, że były one tylko zastraszonymi, biernymi świadkami wydarzeń, które działały wg die K (Kinder, Küche, Kirche). Wręcz przeciwnie. Nieraz potrafiły być równie okrutne i bezwzględne w wykorzystywaniu swojej pozycji jak ich mężowie, a jednocześnie umiały zachowywać się jak kochające partnerki i matki. Pokazanie tej pozornie psychologicznie sprzecznej sytuacji stanowi cenny wkład autorki w badania nad historią.

 

Schwarz pokazuje nam historię nie w czarno-białych barwach, ale w całej złożoności socjologicznej (sama autorka jest socjologiem), na tym tle rozmaite postawy – od aktywnych, do tych w pewien sposób tylko „wspierających”. Daje przykłady osób do głębi zepsutych i złych, pokazuje, jak działały te najbardziej prominentne z kobiet, jak radziły sobie z życiem przy obozie, jak Himmler przez swoją buchalterską gorliwość wpływał na życie ich i ich mężów, jak wreszcie radziły sobie z traumą „dwużeństwa”, którego praktykowanie było cichym przyzwoleniem ideologów nazizmu. Wszystko to oparte jest na rzetelnej bazie naukowej, ale jednocześnie podane z socjologicznym zacięciem – autorka spogląda na ludzi i ich najbliższe otoczenie, a nie bezlitosne tryby historii. I to także jest mocny atut tej książki.
„Żony SS-manów. Kobiety w elitarnych kręgach III Rzeszy” to cenny wkład w naszą wiedzę o II wojnie, a jednocześnie przestroga przed używaniem postawy wybielającej do oceny faktów historycznych. W pewien przewrotny sposób to także książka „feministyczna”, bo pokazująca, że kobiety tak naprawdę nie różnią się od mężczyzn, a tylko pewne narzucane role umiejscawiają je tam, gdzie są. Szkoda tylko że ten fakt poznajemy poprzez historię zbrodni.

 

Ogólnie zachęcam do przeczytania tej pozycji, gdyż na pewno pozwoli ona inaczej spojrzeć na kreowany przez pop-historię obraz II wojny i na nowo otworzy dyskusję na temat granic człowieka gdy chodzi o czynienie zła.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (0)
Brak komentarzy
PODOBNE TEMATY
„Znam taki kraj, którego ty nie znasz”
Nawet dorośli odkrywają w sobie małego odkrywcę. Dlatego ...
Barbara Hollender, Od Kutza do Czekaja. Wydawnictwo Prószyński i Spółka
Ponad półtora roku musieliśmy czekać na drugi tom esejów ...
Werwolf. Ostatni zaciąg Himmlera
Werwolf należy do tych organizacji powstałych w ramach III ...
Skąd się wzięło piskle w jajku?
Nie pierwszy raz przychodzi mi zachwycić się serii „Historyjki ...