środa, 21 października

Po raz 9. Warszawa gościła wykonawców i twórców komediowych z całej Polski. Było do śmiechu, ale też nie zabrakło chwil prawdziwego wzruszenia. Dzielnicowy Dom Kultury na warszawskim Ursynowie stał się oknem na cały komediowy świat – idea, która co roku łączy publiczność z artystami, zyskuje stuprocentowe spełnienie. Festiwal Komedii Stolica pozwala publiczności poznać rozmaite stany skupienia komicznego. Do Warszawy przyjeżdżają kabarety, komicy, stand up’erzy i artyści estradowi z różnych stron Polski. Wszystkich łączy wspólne działanie na rzecz dobrego samopoczucia publiczności. Jak się okazuje, ten dobry nastrój w tegorocznej edycji wiązał się nie tylko ze śmiechem do rozpuku.

Pan „Śpiewający Fortepian”

9. edycję Festiwalu zainaugurowały donośne fanfary z „Gwiezdnych wojen”. Była to godna zapowiedź rzeczywiście kosmicznego występu najbardziej nieziemskiego z pianistów. Działający w Chorzowie Adam Snopek z ponaddźwiękową prędkością zaserwował publiczności set złożony z pogranicza „Jaka to melodia?”, społecznej satyry i sytuacyjnych gagów. Zgodnie z tytułem koncertu – od Bacha do AC/DC.

Podczas ponadgodzinnego karaoke z Panem Śpiewającym Fortepianem ursynowska publiczność na przemian śmiała się i śpiewała. Były gromkie oklaski oraz obowiązkowe pamiątkowe zdjęcie. Ale to tylko prolog festiwalowego szaleństwa, które dopiero miało się zacząć.

Stand up bez cenzury

Sobota na Festiwalu upłynęła głównie pod znakiem stand up’u. Ursynowski DOK został wieczorową porą niemal szczelnie wypełniony przez żywo reagującą i, co ważne, wielopokoleniową, publikę. Najwięcej entuzjazmu wzbudziły solowe występy kierującego sobotnim przeglądem Pawła Reszeli oraz zaproszonych przez organizatorów wykonawców – Aleksa Niebrzegowskiego, Aleksandra Mokrosa, Kamila Nowaka i Tomasza Jachimka. Nie zabrakło brutalnych refleksji nad przemijaniem, różnicami w kobiecym i męskim spojrzeniu na świat, a także rodzicielstwem. Swój kącik znalazł także… owacyjnie przyjęty przez widzów Sosnowiec.

Bohaterowie stand up’owego przeglądu zadbali o widzów również w trakcie setu komediowej improwizacji. Tu królowały absurdalne pomysły fabularne oraz ich nieszablonowa realizacja, uzależniona od zasad na bieżąco przyjmowanej gry.

Epicka trylogia z wodzirejem w finale

Ostatni dzień festiwalu okazał się najbardziej bogaty w wydarzenia. Rozpisane na trzy części zamknięcie imprezy zapewniło widzom pełne spektrum nie tylko komediowych wrażeń. To był wieczór przypominający o twórczym dziedzictwie sceny kabaretowej, która w polskiej tradycji wiąże się także z liryczną poezją i teatrem absurdu.

Do tej spuścizny w oryginalny sposób nawiązywał występ DeKaFKi. Krakowska formacja wciągnęła widzów w nieoczywiste gry słowne, surrealne opowieści i muzyczno-filmowe wariacje. Po zaprezentowaniu wszystkich skeczy publiczność wybrała swój ulubiony, w ramach nagrody wręczając artystom… to, co sama chciała.

Tuż po DeKaFce wystąpił święcący triumfy podczas poprzedniej edycji festiwalu kielecki Kabaret z Konopi. Artyści szybko sprowadzili widownię na ziemię, tj. do szarej polskiej codzienności, choć traktowanej z oczywistym przymrużeniem oka. Skecze o ZUS-owskiej kontroli, czy reklamie z udziałem Andrzeja Poniedzielskiego i Czesława Mozila zostały bardzo dobrze przyjęte.

Polecamy temat: Jak różni się scena kabaretowa w Polsce i Kanadzie? >>

Jako festiwalowe Grand Finale niedzielne spotkanie zwieńczył porywający Koncert Piosenki Kabaretowej „Retrospekcja”. To kontynuacja ubiegłorocznej gali, podczas której poznańska Grupa Szyderców BIS z zaproszonymi gośćmi wykonywała pamiętne, ale i zapomniane kabaretowe piosenki. W tym roku zakres programu obejmował i dwudziestolecie międzywojenne i okres PRL-u. Nie zabrakło gości specjalnych, obok uczestników festiwalu pojawił się m.in. Arkadiusz Lipnicki z Grupy Rafała Kmity.

Koncert prowadzony przez Jarosława Sobańskiego był poruszającą lekcją historii. Pojawiły się utwory z tak epokowych kabaretów jak Zielona Gęś, Kabaret Starszych Panów, Tey, Salon Niezależnych, czy Potem. Było też sporo melancholijnych momentów, które uświadomiły słuchaczom nieoczekiwane drugie dno kojarzonych dotąd z komediowym żywiołem utworów. Na zakończenie zaś powrócił filmowy „Wodzirej” śp. Jerzego Stuhra, z szaleńczym tańcem-pytonem ogarniającym całą widownię.

Śmiech nie tylko wieczorową porą

Na popołudniowo-wieczornych występach nie wyczerpały się atrakcje tegorocznej edycji festiwalu. W sobotę można było wysłuchać dyskusji stand up’erów rozmawiających o cenzurze w ich profesji, a także uczestniczyć w wernisażu prac Marka Grabiego (będącym samym w sobie komediowym wykonem artysty i prowadzącego spotkanie Tomasza Jachimka). Najmłodsi miłośnicy festiwalu mogli natomiast obejrzeć inscenizację „Kop-ciuszek” dzielnicowego Teatru Kapslok – żartobliwą baśń z epoki zakupoholizmu i mediów społecznościowych. Dla każdego coś śmiesznego!

łb