Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 25.03.2013 A A A
W naszych czasach nie wystarczy być artystą
ROZMAWIAŁ TOMASZ ŁUKASZEWSKI
Fot. Materiał prasowy

Na naszym portalu staramy się pokazywać ciekawych twórców, zarówno początkujących jak i tych uznanych, którzy czynnie zajmują się różnymi dziedzinami aktywności artystycznej. Dzisiaj prezentujemy wywiad z młodą pisarką i twórczynią filmową Iloną Bidzan.


KULTUROWNIA: Obecnie wiele młodych osób próbuje swoich sił w pisaniu krótszych i dłuższych form literackich. Nie każdemu jednak udaje się opublikować swoje dzieła. Ty dołączyłaś do grona ludzi, którym się to udało. Czy w Polsce trudno jest wydać książkę? Jaką trzeba przejść drogę, aby to osiągnąć?

 

ILONA BIDZAN: Nie jest to łatwy proces. Do wszystkiego trzeba mieć, przede wszystkim, dużo cierpliwości. Gdy już napiszemy jakieś dzieło, czeka nas mozolna praca, związana z rozeznaniem rynku wydawniczego, wysyłaniem maili z fragmentami naszej książki, czasem z całą książką, w niektórych przypadkach trzeba książkę wysłać drogą tradycyjną. I nadchodzi okres oczekiwania, który trwa na ogół kilka miesięcy. Jeśli zainteresuje się nami jakieś wydawnictwo, to nadchodzi czas euforii, bo nam się udało. A po nim znowu oczekiwanie. Wymiana maili z osobami, zajmującymi się korektą, okładką, dystrybucją. Ostatnio jedna z moich znajomych powiedziała, że w naszych czasach nie wystarczy być artystą, jednocześnie trzeba być swoim własnym menadżerem. Podpisuję się pod tą wypowiedzią.

 

KULTUROWNIA: Twoja książka "Moja mała schizofrenia" ukazała się już jakiś czas temu, bo we wrześniu 2012 r. Czy możesz naszym czytelnikom przybliżyć, dlaczego ta książka jest warta tego, aby po nią sięgnąć?

 

IB: Myślę, że jednym z powodów dla których warto po nią sięgnąć, jest ten: pokazuje, że normalność to pojęcie względne, a w pogoni za tzw. normalnym życiem pogrążamy się w coraz większych dziwactwach. Z różnych powodów: dla prestiżu, pieniędzy, spełnienia swoich ambicji, które często okazują się cudzymi. I nagle dochodzimy do czegoś, co okazuje się złudzeniem i chociaż wcześniej było najważniejszą wartością, to może w pewnym momencie przestać nią być.

 

KULTUROWNIA: Skąd pomysł na napisanie książki o takiej właśnie tematyce? Czy długo trwało przelewanie myśli na papier?

 

IB: Lubię obserwować, co się dzieje wokół i pomysł narodził się z pewnego fragmentu takiej obserwacji naszej rzeczywistości. Najpierw tylko o tym intensywnie myślałam. Pojawiały się wstępne pomysły. Potem następne, które ze sobą łączyłam. Pamiętam, że dwa lata przed wydaniem książki, zadzwoniłam do przyjaciółki i oznajmiłam jej, że mam tytuł na moją książkę: "Moja mała schizofrenia".
"Tytuł mi się podoba! A o czym będzie ta książką?" - zapytała.
"Jeszcze nie wiem..."
Przeniesienie pomysłu już na papier, trwało kilka miesięcy. Zasiadałam codziennie przed komputerem, przynajmniej na 15 minut, żeby nie wypaść z rytmu. Zmieniałam miejsce pracy. Raz siedziałam w zamkniętym pomieszczeniu, innym razem na otwartej przestrzeni, przy zachodzie słońca, na plaży. Kolejne miesiące przeznaczyłam na modyfikację. Myślę, że całość trwała ok. 1.5 roku.

 

KULTUROWNIA: Poza tym, że piszesz, to również studiujesz w łódzkiej filmówce na Wydziale Produkcji Filmowej. Masz już jakieś sukcesy filmowe na swoim koncie?

 

IB: Dostałam kilka nagród za filmy i scenariusze, ale myślę, że największym sukcesem dla mnie jest fakt, że cały czas działam w tej dziedzinie. Za duży sukces uważam współpracę z Mają Baczyńską (pracujemy razem przy filmie "Miła, padnij!", "Kilka pytań", a obecnie doszedł jeszcze nowy projekt dokumentalny o kompozytorach), bo pracujemy już razem od kilku lat i nasza współpraca układa się na tyle dobrze, że wciąż chcemy ze sobą pracować. I cały czas się rozwija.
Ostatnio nakręciłam swój pierwszy film dokumentalny jako reżyser, o osobach które chorują na stwardnienie rozsiane, mimo tego nie poddają się i realizują w swoich pasjach. Obecnie, wraz z Jankiem Wilkiewiczem (autorem zdjęć, montażystą) i Piotrkiem Pastuszakiem (zajmującym się realizacją dźwięku) pracujemy nad zwiastunem.

I właśnie tego typu działania, to, że wciąż mam wewnętrzną energię na tę aktywność, nazwałabym sukcesem.

 

KULTUROWNIA: Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o swoim filmie dokumentalnym?

 

IB: W październiku miałam młodą pacjentkę, u której podejrzewano stwardnienie rozsiane, dzień później zobaczyłam w telewizji, przez przypadek, dziewczynę chorującą na SM, która tańczy. Chwyciłam za kartkę i długopis i zapisałam "choroba - pasja" i włożyłam do teczki, w której trzymam pomysły na filmy. Następnego dnia, czytając gazetę, zobaczyłam reklamę Kampanii Społecznej: SM-Walcz o Siebie! Stwierdziłam, że skoro ten temat powiela się w różnych odsłonach dzień po dniu, to może powinnam zrealizować ten projekt już teraz. Napisałam do wspomnianej kampanii. Opisałam skąd się wziął pomysł i to, że obecnie szukam bohaterów do filmu. Trzech.
Bardzo szybko dostałam od nich informację zwrotną, zaproponowali, żebym umieściła swojego maila na ich tablicy na FB. I tak zrobiłam. Zaczęłam się zastanawiać, kto mógłby zostać moim operatorem. Dosłownie kilka minut później zadzwonił Janek… Na przełomie października/listopada trwały intensywne poszukiwania bohaterów. Dwóch. Bo jedną bohaterkę już miałam i była nią Gabrysia Zenka, którą widziałam w telewizji. Przeczytała mój wpis na stronie kampanii i napisała do mnie. Oczywiście moje pierwsze pytanie brzmiało: czy nie chciałaby wystąpić w moim filmie. Zgodziła się. Potem dzięki pomocy psychologów, neurologów oraz pani Róży Korczyńskiej z Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego z Oddziału Wielkopolskiego z Poznania, szukałam bohaterów, jeździłam na spotkania z nimi, każde z nich było cenne. Dużo się nauczyłam, jednocześnie po każdym spotkaniu wychodziłam dojrzalsza.Miałam przed sobą ciężki wybór. Każdy był na swój sposób świetnym materiałem do filmu. Ale musiałam wybrać dwie osoby. I wybrałam Emilię Ratajczak oraz Wojciecha Stańko. Moich bohaterów, poza chorobą, łączy pasja artystyczna. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z wyboru. Są to wspaniałe osoby.

 

KULTUROWNIA: Nie mogę pominąć pytania dotyczącego Twoich planów na przyszłość. W którą stronę pójdziesz: czy skupisz się na pisaniu, czy też poświęcisz się pracy na planie jako jako kierownik produkcji?

 

IB: Aktualnie znajdują się na takim etapie, gdzie wiele rzeczy mnie fascynuje i ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czym się zajmę w przyszłości. Ale każda z pełnionych przeze mnie ról daje mi satysfakcję. Kierownictwo produkcji - pewną dawkę adrenaliny; pisanie - uporządkowanie swoich myśli, a tym samym uzyskanie spokoju; psychologia - możliwość poznania drugiego człowieka, inspirację. Ostatnio, jak już wspomniałam wcześniej, spróbowałam też swoich sił, jako reżyser filmu dokumentalnego i to też było fascynujące. Czułam się jak psycholog, który dostał dodatkowy przedmiot - kamerę, do wnikliwszej obserwacji.

Kiedyś myślałam, że może czymś niemożliwym będzie łączenie dwóch profesji. Jednakże w szpitalu, gdzie pracuję, poznałam, i lekarzy i psychologów, którzy poza wykonywaną na co dzień pracą w służbie zdrowia, malują, grają na jakimś instrumencie, śpiewają. Czyli jest możliwe łączenie kilku profesji, szczególnie wówczas, kiedy są jednocześnie pasją.

 

KULTUROWNIA: Pracujesz również jako psycholog. Czym konkretnie się zajmujesz w swojej pracy?

 

IB: Zaczynając studia psychologiczne, wiedziałam, że jeśli będę pracować, jako psycholog, to chcę mieć styczność z drugim człowiekiem. Chcę go poznać, mieć czas na zrozumienie, wczucie się w jego położenie. Pracując w szpitalu Św. Wincentego a Paulo w Gdyni, tym się właśnie zajmuję. Co przekładając na inny język nazywa się diagnozą psychologiczną, pomocą psychologiczną. Mam styczność z każdą możliwą grupą wiekową, i z dziećmi, i z młodzieżą, i z dorosłymi. Pamiętam, że będąc na studiach nie do końca wyobrażałam sobie moją potencjalną współpracę z dziećmi. Ale moja pierwsza praca, na Oddziale Dziecięcym z Pododdziałem Rehabilitacji w szpitalu w Kościerzynie, właśnie na tym polegała i polubiłam to. Wszyscy mają swoją historię i to jest ciekawe w tej pracy, jak dopuszczają cię do niej.

 

KULTUROWNIA:  Jak udaje się łączyć tak wiele zainteresowań? Jak znajdujesz na wszystko czas?

 

IB: Cenię każdą minutę. Ostatnio miałam zajęcia w Łodzi, od razu po ich skończeniu pojechałam do Warszawy, bo kręcę wraz ze znajomymi z grupy (Wojtkiem Majsnerem, Kubą Przybylskim, Pawłem Rucińskim) film dokumentalny o Rajdzie Katyńskim. Po wywiadach wsiadłam w samochód i wracałam do Gdańska. Kilka godzin snu, pobudka o 6.30 i już byłam w szpitalu.
Na razie wygląda to tak, że od godz. 7.30 do 15.05, czasem dłużej, jestem psychologiem, a po tej godzinie zajmuję się działaniami artystycznymi.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (6)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...