Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 07.05.2013 A A A
Nie jesteśmy skansenem, nie odtwarzamy
Rozmawiali: Antek Rokicki i Natalia Lech

Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem z organizatorami wyjątkowego festiwalu Nowa Muzyka Żydowska, który już 9 maja podbije warszawską scenę muzyczną. O fundacji Nadaye, przygotowaniach, żydowskiej muzyce i pasji rozmawialiśmy z organizatorami- Mironem Zajfertem (Dyrektorem Artystycznym Festiwalu NMŻ) i Pawłem Wojtalewskim (Koordynatorem Projektu Festiwal NMŻ).


Antek Rokicki: Zanim zaczniemy pytać o festiwal proszę o wyjaśnienie, co oznacza nazwa Waszej fundacji – Nadaye.

 

Paweł Wojtalewski: Nazwa bezpośrednio nie jest związana z kulturą żydowską. Podczas poszukiwań nazwy chcieliśmy znaleźć taką, która w pełni oddawałaby charakter tego typu organizacji. Chcieliśmy, żeby to była formuła otwarta. Fundacja ma nadawać ton, stąd jest to „nadaje”. Tu warto zaznaczyć, że chorwackie słowo „nada” znaczy nadzieja. A „ye” to połączenie, które można kojarzyć z amerykańskim „yeah”, oznaczającym, że jest dobrze… Jednak nasza nazwa może dla każdego oznaczać coś zupełnie odmiennego.

 

Natalia Lech: Łapiąc Cię za słówko, powiedziałeś, że nie chcecie się zamykać tylko na kulturę żydowską. Dlaczego więc sztandarowym projektem fundacji jest festiwal Nowa Muzyka Żydowska?

 

P.W.: Motorem do powstania fundacji było to, że poprzednia forma festiwalu wyczerpała się jeśli chodzi o kwestię jego dalszego rozwoju. Dlatego została powołana fundacja. Nie chcemy zamknąć się na ten jeden festiwal, chcemy działać również na innych polach. Jako że nie da się przewidzieć tego, co jeszcze będziemy chcieli zrobić, przyjęliśmy jak najbardziej ogólną formułę kulturową, kulturotwórczą.

 

A.R.: Czy od początku trwania fundacji istniał wspomniany festiwal?

 

P.W.: Nie, sam festiwal jest starszy niż fundacja, bo w tym roku będziemy świętować jego czwarte urodziny. W ramach prawnych fundacji bezpośrednio tworzona była trzecia edycja festiwalu i teraz czwarta. Twórcą i pomysłodawcą festiwalu jest Miron Zajfert,
który od samego początku jest również jego dyrektorem artystycznym. Wszyscy bezpośrednio zaangażowani w stworzenie Nadaye to również osoby, które od samego początku są zaangażowane w powstanie i realizację tej inicjatywy. W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę , że aby móc dalej rozwijać Festiwal konieczne jest znalezienie formuły prawnej która to umożliwi – i tak powstała fundacja.

 

A.R.: Powiedzcie proszę coś o wolontariuszach – czyli tych, którzy z Wami współpracują, ale tylko chwilowo…

 

P.W.: Nadaye nie prowadzi działalności gospodarczej. Żaden z członków, czy to zarządu czy rady fundacji, nie jest w niej zatrudniony. Cała fundacja działa trochę na zasadzie wolontariatu. W te kilka osób nijak nie dałoby się zrobić tego typu imprezy, a już na pewno nie tak dużej, jaką jest festiwal. Dlatego sięgamy po wsparcie wolontariuszy i wszystkich osób, które gotowe są nam w tym pomagać. Bez nich po prostu nie byłoby tego festiwalu - sami byśmy tego nie unieśli.

 

A.R.: Chciałbym jeszcze zapytać o kilka kwestii związanych z samą kulturą żydowską. Czytałem wywiad z panem Mironem, w którym wspomniał, że kultura żydowska cieszy się coraz większą popularnością. Jak Pan sądzi, dlaczego tak jest?

 

Miron Zajfert: Wydaje mi się, że powody są co najmniej dwa. Jeden to na pewno ciekawość, próba poszukiwania korzeni. Nie oszukujmy się, Żydzi na terenie Polski parę setek lat żyli, funkcjonowali, współpracowali, współtworzyli polską rzeczywistość… Nagle stała się wielka pustka. I tak, również z żalu i braku pewnego segmentu kultury polskiej bierze się to zainteresowanie. A do tego dochodzi jeszcze odradzanie się społeczności żydowskiej w Polsce. Wiele osób ma po prostu odwagę powiedzieć: Jestem Żydem, jestem Żydówką. Ten proces można wpisać w ogólnoświatowy trend próby dociekania, poszukiwania i odtwarzania, czegoś co się ładnie nazywa Małą Ojczyzną. To poniekąd jest wszystko razem zmieszane, a z drugiej strony muzyczna tradycja żydowska jest niesłychanie ciekawa, twórcza, inspirująca. Dlatego tak wielu twórców nieżydowskich sięga do tych źródeł tradycji, próbując ją przełożyć na język dzisiejszej muzyki. Myślę, że te wszystkie elementy razem powodują to, że już od wielu lat następuje może nie odradzanie, bo to byłoby chyba przedwczesne słowo, ale następuje… odkurzanie pamięci. Festiwal krakowski, Festiwal Kultury Żydowskiej, istnieje już lekko ponad dwadzieścia lat. To o czymś świadczy.

 

N.L.: Ale czy to znaczy, że teraz na kulturę żydowską jest moda?

 

P.W.: To pewnie w zależności od tego, kogo byś spytała. Niestety obserwujemy też „modę” na coraz więcej przejawów antysemityzmu i tej antykultury. Nie wiem, może to jest właśnie paradoks czasów, że dzieje się to dwutorowo?

 

A.R.: Jak moglibyśmy porównać sytuację w Polsce z innymi krajami, jeśli chodzi o to odradzanie się kultury żydowskiej?

 

M.Z.: Wbrew pozorom w Polsce jest całkiem dobrze, patrząc na kraje europejskie. Daleko nam jednak do Ameryki. Tam jest liczna, prężna, wielobarwna społeczność żydowska.

 

N.L.: Przejdźmy więc do festiwalu. Uwagę przyciąga oryginalna nazwa - Nowa Muzyka Żydowska. Co jest nowego w tej muzyce?

 

M.Z.: Nowe w niej jest wszystko, a z drugiej strony nowa muzyka żydowska jest pewnym zabiegiem, który był stworzony po to, aby dość prosto i dość łatwo mógł być podchwycony przez środowiska opiniotwórcze jako pewien znak, jako pewien symbol, jako takie słowa klucz. I po to, żeby dość identyfikowalnie mógł się nazywać. Co w niej jest nowego? Tak jak już powiedziałem- wszystko. Jest to festiwal życia. Jest to festiwal przyszłości, a nie przeszłości. To znaczy, że nie odcinamy się od korzeni, od tradycji, to jest dla nas przebogaty obszar inspiracyjny, natomiast to wszystko, co dzieje się na festiwalu w muzyce to jest spojrzenie na muzykę żydowską dnia dzisiejszego, w niektórych przypadkach nawet dnia jutrzejszego. To jest swoisty kulturowy pomost między przeszłością i przyszłością, czyli patrzymy do przodu, ale i oglądamy się za siebie, bo o pewnym bagażu tradycji i doświadczeń wielowiekowych nie można zapomnieć.

 

P.W.: Dla mnie pojęcie Nowa Muzyka Żydowska to też jest wyraźne hasło, wyraźny okrzyk. Nie jesteśmy skansenem, nie odtwarzamy. Nie jesteśmy „Skrzypkiem na dachu”, tylko jesteśmy czymś nowym. Owszem czerpiemy garściami z tradycji, ale traktujemy ja jedynie jako inspiracje. Żyjemy w XXI wieku, otaczają nas inne kultury, inne wpływy, prądy muzyczne, na nie też jesteśmy podatni. I tworzymy kulturę żydowską, która gdzieś tam w nas jest, w twórcach. I robimy z niej coś nowego, na miarę i na potrzeby naszych czasów. Nie jesteśmy skansenem, to jest dla mnie wielki okrzyk z wielkim wykrzyknikiem.

 

M.Z.: Korzystamy z nowej, światowej sceny muzycznej. David Krakauer mówił, tu zacytuję: „Czerp z tradycji, ale musisz robić swoje, musisz iść z duchem czasu i nie zamieniać muzyki żydowskiej w muzeum”. I to jest zarazem jakby credo tego festiwalu, do czego ja się przyznaję. To zdanie Krakauera mnie zainspirowało i otworzyło sposób patrzenia i sposób myślenia o muzyce współczesnej, którą można nazwać Nową Muzyką Żydowską.

 

A.R.: Kiedy patrzyłem na program tegorocznej imprezy to znalazłem informację, że są specjalnie tworzone projekty na ten festiwal. Czy tak jest co roku?

M.Z.: To już nasz znak firmowy. Tworzone są one często z naszej inspiracji, mają one u nas światową premierę. W tym roku wzrosła ilość projektów specjalnych - jest ich aż pięć. Czyli w odniesieniu do siedmiu koncertów, to większość tworzona jest specjalnie dla festiwalu!

 

N.L.: Podnosicie sobie poprzeczkę bardzo wysoko. A to rzutuje na przyszłość. Czy możemy spodziewać się więcej, czy otworzycie się na nowe płaszczyzny?

 

M.Z.: Na nowe płaszczyzny muzyczne? Na to jesteśmy otwarci cały czas. Śledzimy rynek światowy, rośnie lista projektów nas interesujących i to gotowych do zaproszenia. Ta lista jest już bardzo długa.

 

N.L.: Nie bierzecie pod uwagę tego, że kiedyś festiwal naprawdę się rozrośnie?

 

P.W.: Oczywiście bierzemy to pod uwagę, ale aby tak się stało musi zostać spełnione kilka warunków. Tak naprawdę każdy element tego festiwalu jest robiony dzięki temu, że na pewnym etapie pojawiają się ludzie gotowi działać dla idei. I nas to bardzo cieszy, bo bez tego nie dałoby się go stworzyć. Ja na przykład nie obraziłbym się, gdyby festiwal rozrósł się do formuły np. dwutygodniowej, tylko że to jest formuła budżetu, który musiałby być kilkakrotnie większy niż dotychczas, a na to przynajmniej w obecnej sytuacji szanse są niewielkie.

 

A.R.: Czy to prawda, że wstęp na pierwszą edycję był darmowy?

 

M.Z.: Tak. Pierwsza edycja w ogóle była dość specyficzna - zaczęła się 9 kwietnia, dzień przed katastrofą w Smoleńsku. Musieliśmy przerwać festiwal. Potem były rozmaite zawirowania i w końcu podjęliśmy decyzję, że w drugiej połowie maja zrobimy dwa dni festiwalowe, o nieco innym planie niż był pierwotnie zamierzony. Mimo tych wszystkich przeciwności losu udało się osiągnąć sukces i Festiwal „zaczął żyć”. Wstęp na drugą edycję również był darmowy, oczywiście wszystko to było opatrzone wejściówkami. Niestety ten model nie do końca się sprawdził.

 

N.L.: Chciałam też zapytać, jakie są kryteria, czym się kierujecie dobierając artystów, którzy wystąpią podczas festiwalu?

 

M.Z.: To jest niezwykle trudne pytanie. Często je słyszymy… Kierujemy się intuicją.

 

N.L.: Własnym gustem?

 

M.Z.: W pewnym sensie tak, takich narysowanych kryteriów nie ma. Przede wszystkim intuicja i własna osobista wrażliwość.

 

P.W.: Bierzemy intuicję, dodajemy do tego szczyptę ryzyka, do tego dosypujemy mnóstwo wiary i talentu artysty, pamiętamy też o naszym doświadczeniu. Następnie to wszystko jest gdzieś tam miksowane i potem już tylko modlimy się, żeby efekt końcowy był co najmniej zadowalający.

 

M.Z.: Czy to się zawsze udaje? Jak do tej pory, nadużyciem byłoby powiedzieć, że zawsze. Bo zdarzały się takie wydarzenia festiwalowe, z których nie jestem w 100% zadowolony.

 

A.R.: Na czym polegały te sytuacje, które uznajecie za „niepowodzenia”?

 

P.W.: Sądzę, że jak do tej pory nie mieliśmy takiego projektu, który byłby porażką na całej linii. Po prostu nie zawsze jest tak, że to czego oczekiwaliśmy od danego projektu, jakie nadzieje i oczekiwania z nim wiązaliśmy do końca się spełniają. Czasami chciałoby się, żeby dany projekt był fantastyczny, a wychodzi po prostu dobry. Bywa też tak, że przynajmniej z naszego punktu widzenia zespół nie w pełni wykorzystał potencjał muzyki i później jest taki niedosyt. Nie oszukujmy się, te projekty widzimy na próbach i czasami jest tak, że mamy koncert który trwa półtorej godziny, w trakcie dojdzie do jakiegoś małego zgrzytu, którego nikt z publiczności nie jest w stanie dostrzec… My słysząc ten projekt, wiemy, że coś było nie tak i od razu w nas jest obawa, stres czy nikt tego nie zauważył. Masz wrażenie, że skoro ty to widzisz, to wszyscy to zauważą.

 

N.L.: Wobec tego, czego możemy się spodziewać po czwartej edycji festiwalu?

 

P.W.: Wszystkiego. Ten festiwal nie wchodzi w żadną rutynę. Każdy projekt będzie inny, każdy projekt zahacza o nieco inne obszary kultury muzyczne. I tak jak jedno z założeń festiwalu, że jest to festiwal dla ludzi poszukujących.

 

N.L.: Wrócę jeszcze do kultury żydowskiej. Liczba festiwali działających w obszarze tej kultury wciąż rośnie. Chciałam zapytać, co jest wyjątkowego w tym wydarzeniu? Czy osoby które przychodzą do was, to są te same, które bywają na innych tego typu przedsięwzięciach?

 

P.W.: My, jak i każdy festiwal, który dotyczy tematyki kultury żydowskiej, wszyscy chcemy dobrze i wszyscy opowiadamy mniej więcej tę samą historię, snujemy te same opowieści. Tylko nasza opowieść dotyczy tego, co jest tu i teraz, i stara się wybiegać w przyszłość, w to co będzie. A inne festiwale skupiają się na tym co już było (choć oczywiście nie wszystkie), co jest oczywiście bardzo ważne, ale my koncentrujemy się na „dniu dzisiejszym”.

 

A.R.: Festiwal zbliża się wielkimi krokami. Wspominaliście, że pomoc jest Wam potrzebna. Czy trwa jeszcze nabór do wolontariatu?

 

P.W.: Cały czas osoby, które czują że chciałyby wziąć w tym udział to zapraszamy. Nie mogę dać gwarancji, że wszystkim się uda. Jeśli ktoś wykaże się jakąś dużą pasją, to ma duże szanse, żeby w jakimś stopniu nam pomóc.

 

N.L: Na koniec zdradźcie proszę, co daje Wam w tej pracy największą satysfakcję?

 

P.W.: To tak jakbyś pytała o najbardziej podstawowe rzeczy, jak czym jest dla ciebie miłość... Co mi daje największą satysfakcję? Mi największą satysfakcję chyba daje to, jak już festiwal się kończy i jestem, jak chyba wszyscy zmęczony, schodzi z nas napięcie i to takie dziwne uczucie, że chyba wyszło dobrze. Nie da się tego z niczym porównać…

 

M.Z.: To jest trudne pytanie... Zależy mi na wydobyciu niewidocznej nici pomiędzy artystą i publicznością, bo tworzy ona pewną interakcję. Koncert się kończy i następuje takich kilka, kilkanaście sekund ciszy... I takie wielkie ogromne pytanie, no i co? I to, co jest potem, daje mi tą satysfakcję.

 

N.L: Warto oddać ukłon w stronę Magdy Koralewskiej, odpowiedzialnej za grafikę znajdującą się na plakatach, czy ulotkach. Jest ona moim zdaniem bardzo interesująca. Skąd był na nią pomysł? Wasza grafika nie jest taka oczywista...

 

M.Z.: Część organizatorów stara się, żeby ich grafika atakowała widza, i by było to takie „bardzo” żydowskie.. A Magda po prostu robi coś własnego, oryginalnego i co najważniejsze robi to naprawdę świetnie!

 

P.W.: W przypadku grafiki Magdy, można powiedzieć, że jest to „nowa grafika żydowska”!

 

N.L: Dziękujemy i życzymy Wam szczęścia w organizacji festiwalu. Zapraszamy czytelników do odwiedzenia strony http://nowamuzykazydowska.pl/, gdzie znaleźć można więcej informacji.

 

M.Z. i P.W.: My również bardzo dziękujemy i zapraszamy wszystkich na Festiwal.

 

Wywiad pochodzi ze strony Stowarzyszenia Beit Lubsko-www.beit.lubsko.pl - partnera portalu Kulturownia.pl.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (0)
Brak komentarzy
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...