Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 19.07.2013 A A A
Wolę przeżywać niż przekazywać
ROZMAWIAŁ RADOSŁAW NAWORSKI
Na zdjęciu Katarzyna Szelembaum. Fot. Materiał prasowy

Pisze powieści i opowiadania, dodatkowo rysuje. Rozmawialiśmy z Katarzyną Szelenbaum, autorką trzy tomowej powieści "Wielki Północny Ocean".


KULTUROWNIA: W swojej debiutanckiej powieści snuje Pani dość mroczną i pesymistyczną wizje tego, jaki jest człowiek. Dlaczego zdecydowała się Pani wykreować taki świat? W naszym chyba nie jest aż tak źle?

 

KATARZYNA SZELENBAUM: Najprościej rzecz ujmując, miałam dwa główne zamierzenia: by pobudzić czytelnika do pytania o światło i by sprowokować do dostrzeżenia faktycznego mroku wokół nas.

 

Przypomniał mi się pewien kompozytor, któremu żona wycinała z gazet tylko te artykuły, które małżonek był w stanie przyjąć. Często czuję, że przydałby mi się ktoś, kto odsiewałby dla mnie informacje w ten sposób.

 

Pokazuje Pani świat oczami chłopca. Czy trudno jest dorosłemu pisać w taki sposób, przestawić się na zupełnie inny rodzaj postrzegania świata? Jakie z tym są związane obostrzenia? Może ma Pani ulubione postaci dziecięce i ich twórców?

 

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. W dzieciństwie napisałam "Trzecią Księgę Dżungli" – powieść, w której bohaterem był przybrany brat Mowgliego. Dużo później popełniłam grubą powieść o nastoletnim nędzarzu z Eskaflonu (porucznik i Rin pojawili się tam jako postaci drugoplanowe). W międzyczasie zaczynałam różne projekty – jak choćby historię młodzieńca, który jest wcieleniem istoty opiekującej się planetą Merkury. Tak więc od dawna jestem związana z chłopięcymi postaciami i kreśleniem historii takich bohaterów.

 

Nie wiem czy można Pani powieść bez problemu nazwać fantastyką, ale na pewno ociera się gdzieś o ten gatunek. Co takiego jest pociągającego, że pisze Pani w takiej estetyce? Czy to nie czasem coś w rodzaju "ucieczki", a może wręcz przeciwnie...?

 

Prawdę mówiąc, nie zastanawiałam się, do jakiego gatunku zostanie zaliczona powieść. Nie pamiętam, jak dokładnie narodził się Eskaflon. Mogę tylko powiedzieć, że ci, którzy widzieli fragmenty powieści o młodym nędzarzu, zwracali uwagę na epizodyczne postaci drugoplanowe – strasznego porucznika i jego pozbawionego emocji ucznia. Dlatego gdy już postanowiłam, że chcę spróbować prowokować do pytania o światło przez doświadczenie mroku, uznałam, że ci dwaj bardzo się nadają do podobnej historii.

 

Dodatkowo Pani rysuje. W sieci można znaleźć komiksowe mini historyjki Pani autorstwa. Jak taka aktywność jest powiązana z pisaniem? Czy rysuje sobie Pani postaci, miejsca, szkicuje jakieś poglądowe sytuacje? Dlaczego fani graficznych elementów w książkach nie znajdą takowych w ostatnich Pani powieściach?

 

Dopiero próbuję nauczyć się rysować. Nie jest to łatwe. Moim marzeniem jest wydanie zbioru śmiesznych pasków komiksowych. Wspaniale byłoby też choć naszkicować kilku bohaterów WPO. Zapraszam do odwiedzenia mojej skromnej galerii: http://wszechocean.deviantart.com/

 

 

Która postać z "Wielkiego Północnego Oceanu" jest Pani najbliższa, z którą się utożsamia, a której Pani nie lubi? Czy podczas pisania natrafiała Pani na momenty, w których trudno było brnąc dalej?

 

Nie ma takiej, z którą mogłabym się utożsamiać. Po trochu lubię niemal wszystkich. Serce lgnie mi szczególnie do Eferno, choć nie pojawia się on często. Oczywiście sam Rin jest mi bardzo drogi.

 

Nie było nigdy momentów, w których nie wiedziałam co robić. Były za to momenty, które przykro było opisywać - np. gdy bohaterom działo się coś złego albo gdy Rin traktował kogoś podle, choć chciałabym, żeby postąpił inaczej... ale wówczas nie byłby już Rinem. Takie momenty.

 

Czy oprócz zwykłych notatek, konspektów i planów przygotowywała się Pani specjalnie do pisania "Wielkiego Północnego Oceanu"?

 

W zasadzie nie. Czytałam co prawda książki o Średniowieczu, ale to dlatego że mnie interesowały, nie dlatego że były mi potrzebne – Eskaflon z założenia miał być szczątkowo opisany, bez żadnych bloków informacji, bez mapek, bez ścisłego trzymania się realiów dawnych epok... W "Małej Żabce" (wspomniana już powieść o nędzarzu) Eskaflon przybrał kształt niemal niekończącego się mrocznego lasu. Obawiam się, że Eskaflon z WPO (gdzie bohater już nie ucieka przed całym światem – a przynajmniej nie w taki sam sposób) nieco traci ze swego "rozmycia", gdy brak jest zestawienia z owym poprzedzającym go obrazem.

 

To miał być świat zarówno niefantastyczny (żadnej magii, smoków, itd.), a jednak w pewnej mierze przerysowany, zwłaszcza jeśli idzie o postaci – trochę jak w teatrze kabuki. Zawsze urzekała mnie ta japońska idea pewnej przesady – ta wyraźna niefizyczna linia, która oddziela widownię od sceny, specyficzny patos i liryzm, które z klasycznego teatru przeniosły się do kinematografii i kreskówek, jedyna w swoim rodzaju mieszanka realizmu i nierzeczywistości, ukazywanie prawdziwości rzeczy poprzez jawnie widoczną grę. Chociaż nie wzoruję się na klasycznym teatrze japońskim (inaczej krwawe i brutalne sceny byłyby najpewniej bardzo śmieszne), to jednak jego strona teoretyczna wywarła na mnie duży wpływ. Dlatego jeszcze zanim zasiadłam do pisania, wiedziałam, że nie będę unikać pewnego przerysowywania, postawię bardziej na liryzm niż na naturalizm, zacznę od „Dawno, dawno temu”, na pewno nazwę jeden rozdział „Frenezja romantyczna”, zaś w czwartej księdze... No, ale nie uprzedzajmy.

 

Niech nam Pani opowie o swoim pisaniu. Swoich rytuałach, miejscach, w których Pani pisze, gdzie i kiedy wpadają Pani najlepsze pomysły. Czym się pani inspiruje, jakimi autorami?

 

Proszę mnie o to zapytać za kilka lat, gdy - mam nadzieję - dorobię się upragnionego, stałego planu dnia. Pisarze czerpią inspiracje z tych samych źródeł, co wszyscy inni ludzie. Tyle, że oni postanawiają coś z tymi inspiracjami zrobić... albo i nie. Sama mam mnóstwo scenariuszy i postaci, które żyją wyłącznie w mojej wyobraźni i istnieją jedynie dla mnie. Mam na przykład takiego pisarza idealistę, który od paru dekad próbuje bezskutecznie coś wydać. Lubię "patrzeć" jak sobie radzi. Ktoś powiedział, że jego najlepsze opowiadania, to te, których nigdy nie spisał. Chyba najbardziej właśnie inspirują mnie te liczne historie, które są moje, ale które nie są spisywane - które wolę przeżywać niż przekazywać.

 

Z jaką literaturą, czy tematem chciałaby się Pani zmierzyć w przyszłości. Zdradzi nam Pani swoje plany?

 

Brakuje mi sto stron, by skończyć zbiór opowiadań o tytule "Astronauci i Jednorożce". Mam nadzieję, że wreszcie uda mi się do tego przysiąść jak należy. A dalej? Cóż, pomysłów na powieści nie brakuje - problem to ostatecznie na któryś się zdecydować i dzielnie odganiać natrętne, rozpraszające myśli o zupełnie innych projektach.

 

Dziękuję za rozmowę.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (2)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...