Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 25.11.2013 A A A
Interesuje mnie w kinie szukanie prawdy
ROZMAWIAŁ TOMASZ CICHOCKI
Fot. Tomasz Cichocki

W 2001 roku ukończył reżyserię filmową i telewizyjną na Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie, a w 2006 roku został absolwentem Wydziału Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT w Łodzi. Jego debiutancki film "W sypialni" otrzymał nominację do nagrody Złote Lwy. Drugi film "Płynące wieżowce" otrzymał nagrodę publiczności na festiwalu Nowe Horyzonty, a także dwie statuetki Złotych Lwów. Zdobył również nagrodę East of West na MFF w Karlowych Warach. Polscy widzowie zobaczą go 22 listopada. Po premierze filmu „Płynące wieżowce” rozmawialiśmy z Tomaszem Wasilewskim - reżyserem filmu.


TOMASZ CICHOCKI: Tomaszu, jesteśmy świeżo po projekcji "Płynących wieżowców". Powiedz co myślisz o milczącej reakcji publiczności na zakończenie Twojego filmu?

 

TOMASZ WASILEWSKI: To była reakcja, której oczekiwałem. Dla mnie ta cisza jest bardzo ważna. Konstruowałem ten film tak, żeby „ wszedł” do wnętrza widza.Ta cisza, to nie jest brak reakcji,ona jest reakcją i to jest niesamowite. W kinie uwielbiam coś takiego, gdy  film „wchodzi” we mnie. Wtedy z jednej strony ja nie wiem co mam  zrobić: i z filmem i z tym co czuję. A z drugiej strony, on tak we mnie siedzi, że ja go na nowo przeżywam, na nowo o nim myślę. Jeśli jest cisza to film jest przeżyty. W przypadku „Płynących wieżowców” jeśli widz milczy, - jest w sobie i jest z filmem. A to znaczy że udało mi się wejść z filmem w jego wnętrze.

 

Chciałbym się teraz zapytać o role kobiet w tym filmie. Mamy tutaj dwie postacie matek, bardzo ważne postacie, które inaczej reagują na wiadomość o tym, że ich synowie są gejami. Na ile to była próba pokazania przeciwstawnych postaw, a na ile coś, co mogłeś gdzieś zaobserwować?

 

Ja nie chciałem budować tych rol matek na zasadzie przeciwieństw. Jedna matka dobra, która rozumie, druga - zła. Pamiętam rozmowę z moją koleżanką parę lat temu, ma ona syna prawie w moim wieku i on przyznał się jej, że jest gejem. Wówczas ja zapytałem ja „I co czułaś?” a ona odpowiedziała mi: „ Potwornie się o niego boję.”. To nie jest może strach uprzedzony jej nietolerancją. Powiedziała, że się strasznie boi, iż go ktoś skrzywdzi. Na przykład będzie szedł ulicą z chłopakiem, którego kocha i ktoś za to mu zrobi krzywdę. To był właśnie dla mnie punkt do budowania tych rodzin. Podobnie na przykład jest z tą sceną coming outu Michała. Obiektywnie rzecz biorąc, on jest skrzywdzony, naprawdę bardzo skrzywdzony. Mówi coś bardzo ważnego, dla niego trudnego, a to przez  jego bliskich jest pominięte. Ale tak naprawdę każda z tych osób, które wówczas znajdują się przy stole, próbuje sobie z tym poradzić. Oni nie są źli. To nie chodzi o to, ze oni nie chcą zrozumieć. Oni po prostu nie mają narzędzi i to było dla mnie cholernie pociągające w tych postaciach. Jest w tym coś bardzo ludzkiego. Wiele jest w naszym życiu takich sytuacji, że po prostu „nie umiemy”. To jest takie ludzkie, że nie umiemy, a chcemy.

 

Jaki jest wydźwięk przedostatniej, kluczowej sceny, kiedy ci chłopcy, przedstawiciele mężczyzn, atakują Michała, wymierzają mu karę, za jakby wyjście ze stada? Czy jest to jakby strach?

 

Ta scena jest dla mnie zbudowana na dwóch poziomach. Pierwszy najważniejszy dla mnie  poziom to taki, że tak naprawdę to Kuba swoją miłością doprowadza do tej tragedii. Swoim niezdecydowaniem, swoim strachem. Ponieważ, jak się przeanalizuje film, to właśnie Kuba pobił Witka na początku filmu. Potem Witek widzi Kubę z Michałem i za tę miłość  odgrywa się na najmniej winnej osobie. To był dla mnie taki dramatyzm sytuacji, które zdarzają się nam, ludziom, kiedy wpadamy, tak jak Kuba. Wymyśliłem tą historię, ale to się nam bardzo często zdarza że jesteśmy ofiarami sytuacji, której nie zawiniliśmy. A drugi poziom to taki, że chciałem bardzo usunąć tę scenę z filmu. Długo się nad tym zastanawiałem i byłem niemal zdecydowany. Ale pamiętam, że zanim zaczęliśmy kręcić film, oglądałem „Fakty” w nich podano news organizacji zajmującej się mniejszościami seksualnymi. To było w 2012 roku. I w tym newsie podano, że od 80% do 90% osób orientacji homoseksualnej bez względu  na to czy są to chłopcy, czy dziewczyny, ulega przemocy fizycznej bądź psychicznej. To mnie przeraziło. Ta scena w filmie jest ekstremalna, ale po tym newsie zdecydowałem że ona zostanie w takim wymiarze, że .to właśnie Kuba przyczynia się pośrednio do tej tragedii.

 

Czy jest więcej takich scen, zainspirowanych sytuacjami, które zauważyłeś, bądź zaobserwowałeś? Sama twoja technika kręcenia filmu jest dla mnie ciekawa i interesująca. Na przykład: mamy parę ujęć, a za chwile coś innego. Czy możesz coś więcej o tym powiedzieć?

 

Wydaje mi się to jest mój język filmowy. Ja np. uwielbiam master shoty i ich zastosowanie w filmie. Wydaje mi się , że aktor w pewnym momencie, po pierwszym, drugim dublu przestaje grać. W master shotach nie ma ściemy, nie ma cięcia. Dlatego ta cała scena końcowa jest zagrana w master shotach. W momencie, gdy nie ma cięcia, to kamera staje się jakby oczami widza i może ię wydawać, że ten widz tam stał i na to patrzył. Każde cięcie powoduje pewną umowność, pewien skrót myślowy. Ja stosuję master shoty najczęściej w scenach ważnych emocjonalnie. Mnie w kinie interesuje szukanie prawdy. To mnie najbardziej pociąga. Szukanie prawdziwych emocji, sytuacji. Może nie prawda jako prawda sama w sobie, ale ja szukam prawdy też w każdym filmie, który oglądam, bo mnie to najbardziej porusza.

 

Twoim zdaniem ten film jest manifestem społecznym czy politycznym? Porusza on także szereg problemów, niezrozumiałych dla ludzi, którym są one obce, np. odkrycie przez samego siebie faktu bycia homoseksualistą, itp.

 

Ważną rolę w filmie odgrywają emocje, ale poruszyłem też cały szereg innych problemów, o których istnieniu dana osoba nie miała, wcześniej żadnego pojęcia. Podkreślam ze chociaż ten film, jest o tym jak się dwóch facetów się w sobie zakochuje, to jest to uniwersalna historia o miłości. I to jest dla mnie bardzo ważne. Z ekipą zjechaliśmy pół świata z tym filmem i po pokazach odbywaliśmy rozmowy z widzami, którzy mówili, że to nie ma znaczenia fakt, że to jest Kuba i Michał. Dla nich jest to historia dwojga ludzi, ich dramatu. Pojawia się tutaj pytanie czy można kochać dwie osoby naraz. Pojawia się dramat osoby, która kocha i która jest porzucana, ponieważ partner znajduje coś bardziej wartościowego. To są dramaty ludzkie, które nas wszystkich dotyczą. Każdy z nas coś takiego przeżył. Film nie jest dla nas manifestem, ale w kontekście wydarzeń w Polsce i momentu w jakim Polska jest obecnie, może się nim stać. Jednak nie było moim celem wyrażenie jakiegoś światopoglądu, czy też stawanie po którejś ze stron. Temat  dwóch zakochujących się w sobie facetów wydał mi się interesujący i niewykorzystany w kinie.

 

Czy czujesz się rewolucjonistą w kinie? Przełamujesz stereotypy, dotykasz tematu tabu?

 

Ja  nigdy bym tak siebie nie nazwał. Nie tak się nie czuję. Moja rola, a bardziej intencja jest taka abyś wyszedł z kina i nie klaskał, ale żebyś wyszedł poruszony, żebyś pomyślał, żeby się coś w Tobie uruchomiło, ale nie na zasadzie zjawisk socjologicznych, tylko emocjonalnych. Jesteśmy  nowym pokoleniem filmowców, my którzy pamiętamy troszkę PRL, ale nie jesteśmy na tyle silni, żebyśmy musieli tworzyć manifesty. Nigdy nie czułem potrzeby, żeby manifestować cokolwiek, bo nie musiałem. Najważniejszym dla mnie zadaniem było poruszyć widza, wejść do jego środka. Dla mnie takie kino jest najważniejsze. A co się potem dzieje z filmem?. On jest zrobiony, już jest potem wasz - widzów. To jest przywilej sztuki. Może być interpretowana na różne sposoby. Nie zawsze zgodnie z intencją reżysera. Ale to jest fajne. Każdy odczuwa sztukę poprzez swoją wrażliwość.

 

Jednak jak dobrze pamiętam początkowo to miał być całkiem inny film?

 

Tak, to miał być całkiem inny film, ten scenariusz był przerabiany kilka razy. Początkowo miała to być historia 50 letniej kobiety, która pracuje w kasie biletowej na Dworcu Zachodnim. Miał to być film o jej relacji z córką, która zakochuje się w dziewczynie. Ja samego researchu w środowisku gejowskim nie robiłem, gdyż wyszedłem z założenia nie chce rozróżniać miłości na homo-erotyczną i hetero-erotyczną. Jak ja poznaje drugiego człowieka ja się nie zastanawiam jaka jest jego orientacja seksualna, jakie jest jego wyznanie tylko jak zaczynam rozmawiać ja myślę czy my się dogadujemy, czy interesujesz mnie jako człowiek, czy interesują mnie twoje poglądy to mnie zajmuje w drugim człowieku. Nie zajmuje mnie z kim idziesz do łóżka. I ja nie chciałem zrobić filmu, który się zamyka w środowisku homoseksualnym. Nie uważam aby osoby homoseksualne inaczej kochają niż osoby heteroseksualne Jesteśmy ludźmi kochamy tak samo. I tak samo podchodziliśmy do tego tematu ja i aktorzy. Byłoby głupie gdybyśmy zrobili film i zastanawialibyśmy się w nim jak kocha gej. Ważne dla nas jest to jak kocha człowiek.

 

Ale film jest silnie osadzony w realiach Polski, bohaterowie są z Polski, akcja dzieje się w Polsce. Chcę wrócić do pytania o tzw. sterylny sposób filmowania, kadrowania. Film sprawia wrażenie chłodnego oglądu.

 

O tym jak wygląda film, zobaczyłem dopiero podczas montażu. Zazwyczaj z aktorem i z operatorem pracuję intuicyjnie. I intuicyjnie szukam rzeczy na planie. Pokażą to następne filmy. Jednak zarówno mój pierwszy film i teraz ten drugi mają rzeczy wspólne. Chociażby na przykład miasto Warszawa – to miejsce akcji jednego i drugiego.

 

Tomku mam jeszcze takie pytanie czysto techniczne. W Warszawie film spotkał się z żywym zainteresowaniem zarówno publiczności, jak i krytyki. Na premierę dotarli wszyscy aktorzy, zaś do Krakowa dotarłeś tylko Ty i Mateusz. W Krakowie nie było też ogromnego entuzjazmu. Czy tego się spodziewałeś? Na mieście jest bardzo mało plakatów. Jestem bardzo zaskoczony, ze Kraków tak Cię przyjmuje. Czy dlatego, że konserwatywny? Czy spodziewałeś się na przykład tego, że pierwsze rzędy w kinie będą całkowicie puste?

 

Według organizatorki na pokaz przyszło 500 osób. To nie było mało. Tutaj jest olbrzymia sala. Owszem, było ogromne zainteresowanie, ale to była projekcja  na zaproszenia.. Jednak sporo znanych osób nie przyszło. To co czy są plakaty, czy ich nie ma na mieście, to chyba wina promocji.

 

Mam jeszcze pytanie na temat odbioru filmu za granicą. Czy jakaś interpretacja utkwiła Ci w pamięci?

 

Zaskakujące jest, że film został pozytywnie przyjęty za granicą. Co do polskiej krytyki, to  na razie nie wiem jak go przyjęła. Z filmami i ze sztuką jest tak, że coś do kogoś przemawia, lub też nie przemawia. Ja nie zakładam, że wszyscy mają być pozytywnie nastawieni do mojej sztuki i sposobu patrzenia. Mam wrażenie, że jednak reakcje są pozytywne. Owszem, po pokazie filmu na festiwalu w Gdyni, był jeden pan strasznie zdenerwowany, nie chciał wziąć mikrofonu do ręki, ale krzyczał, że ten film nie powinien w ogóle powstać. Bez argumentów. I myślę, że to była kwestia ideologiczna, a nie merytoryczna rozmowa o filmie.

 

Mam jeszcze pytanie na temat castingu. Możesz opowiedzieć jak przebiegał? Kogo castingowałeś? Zagrała w filmie Twoja ulubiona aktorka Kasia Herman.

 

Tylko chłopcy, czyli Bartek i Mateusz brali udział w castingu. Nikogo innego nie castingowałem. Od początku też chciałem, żeby zagrała w filmie Marta Nieradkiewicz, którą uważam za bardzo zdolną aktorką młodego pokolenia, nie tylko w Polsce. A chłopaków szukałem, bo nie znalazłem aktorów do tych ról. Wówczas Mateusz i Bartek pojawili się na castingu, ostatniego dnia zresztą. I na tym castingu, zauważyłem, że mają coś z bohaterów i od razu wiedziałem, że to jest to.

 

Istotną rolę odgrywa w Twoim filmie muzyka.

 

Wybierałem muzykę pod konkretne ujęcia. Było jej dużo więcej. Komponował ją mój przyjaciel, Bartek Schmidt (BAASCH). Ale nie lubię muzyki ilustracyjnej i chciałem, żeby była tożsama z emocjonalnością i charakterami tych młodych ludzi. Żeby to nie była muzyka od tzw. czapy. Wprawdzie myśmy bardzo dużo nad nią pracowali ale jest  jej mało wykorzystanej w filmie.

 

Czy możesz powiedzieć, gdzie były kręcone niektóre sceny w filmie?

 

Kręciłem głównie w Warszawie, między innymi na przedłużeniu Trasy Toruńskiej, w okolicach ul. Marki, niektóre sceny - blisko placu na Rozdrożu.

 

Czy możesz opowiedzieć jak powstał tytuł filmu ”Płynące wieżowce”?

 

Wymyśliłem go jeszcze jako szczeniak. Powstał gdy byłem razem z ojcem i rodziną w Nowym Jorku. Zwiedzaliśmy budynek ONZ i drapacze chmur na Manhattanie i wówczas w mojej głowie pojawiły się słowa ”Płynące wieżowce” i pomyślałem sobie, że kiedyś zrobię taki film. Mam na ręku wytatuowany numer. Jest to data mojego urodzenia. Pojawia się w każdym z moich filmów.

 

Czym się inspirujesz? Co lubisz oglądać?

 

Moje kino jest inne o 180 stopni niż kino Ksawerego Dolana. Lubię filmy Ulrich Seidla, Michaela Haneke czy też  Darrena  Aronofsky albo też z innej bajki Sophię Copolę. Jest to różnorodne kino, ale łączy je jedno: człowiek. Z polskich reżyserów cenię Kaśkę Rosłaniec. Widziałem „Bejbi blues” dwa razy, doceniam jej wkład w kino polskie. Jestem bardzo ciekaw jej trzeciego filmu. Każdy reżyser ma swój język.

 

A na koniec czy możesz coś powiedzieć o swoim najnowszym projekcie?

 

Na razie nie jestem w stanie za dużo powiedzieć, bo jeszcze jest za wcześnie. Tytuł filmu to "Zjednoczone stany miłości" - będzie to film o kobietach. To będzie portret kobiet zaraz po upadku komunizmu w Polsce. Kobiet i ich związków. To nie będzie film historyczny. Pewne decyzje obsadowe już podjąłem ale na razie nie zdradzę za dużo szczegółów.

 

Dziękuje za rozmowę.

 

Reżyser Tomasz Wasilewski
W 2001 roku ukończył reżyserię filmową i telewizyjną na Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie, a w 2006 roku został absolwentem Wydziału Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT w Łodzi. Jego debiutancki film "W sypialni" otrzymał nominację do nagrody Złote Lwy. Drugi film "Płynące wieżowce" otrzymał nagrodę publiczności na festiwalu Nowe Horyzonty, a także dwie statuetki Złotych Lwów. Zdobył również nagrodę East of West na MFF w Karlowych Warach. Polscy widzowie zobaczą go 22 listopada.

 

"Płynące wieżowce"
To współczesna historia o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości oraz akceptacji siebie i innych. Bohaterem filmu jest Kuba, młody pływak, który mieszka w jednym domu z matką i swoją dziewczyną. Jego życie wywróci się do góry nogami, gdy na imprezie pozna innego chłopaka i zakocha się w nim. To bardzo osobista opowieść o nieszczęśliwej miłości, samotności i pasji.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (1)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...