Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 11.03.2014 A A A
Rozmawialiśmy z Kamilem Szeptyckim odtwórcą roli „Alka” w „Kamieniach na szaniec”
ROZMAWIAŁ TOMASZ CICHOCKI
Fot. Tomasz Cichocki

Kamil Szeptycki, na co dzień uczący się w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu, wcielił się w rolę Alka w filmie „Kamieniach na szaniec” w reżyserii Roberta Glińskiego. Z harcerzem z powieści Aleksandra Kamińskiego łączy go żarliwość i młodzieńcza chęć życia. To właśnie te cechy przekonały reżysera, Roberta Glińskiego do wyboru aktora. Kamil bardzo skrupulatnie przygotował się do swojej roli. Poza zapoznaniem się z historycznymi dokumentami i listami z minionej epoki, przez wiele miesięcy próbował „wejść w skórę Alka”. Starając się zrozumieć swoją postać, chodził w te same miejsca, w których 60 lat temu przebywał młody Aleksander Dawidowski.


Kulturownia: Kamilu, jestem pod wrażeniem całego filmu, ale Twoja rola też nie jest mi obojętna. Opowiedz jak przygotowywałeś się do tej roli?

 

Kamil Szeptycki: Moje przygotowania zaczęły się od momentu, gdy pojechałem na pierwszy casting. Lubię być przygotowany więc pierwsze, co zrobiłem, to wziąłem na warsztat książkę Aleksandra Kamińskiego, a potem oglądnąłem film „Akcja pod Arsenałem”. Tak to się powolutku rozkręcało. Taki był początek. Kolejny etap rozpoczęła wiadomość, że zostałem wybrany do roli Alka. Ten fakt podziałał na mnie mobilizująco i napędzał mnie. Bardzo lubię czytać, zatem czytanie było motorem napędowym do tych wszystkich przygotowań. Poza tym, prócz książek, oraz kilkunastu zdjęć - bo filmów nie było żadnych – nie istniały inne źródła. W ten sposób poznawałem tamtych ludzi. Bardzo lubię w ten sposób poznawać drugiego człowieka, jak najwięcej o nim wiedzieć: co czuł, w jaki sposób się ubierał, poruszał itd. Liczą się wszystkie nawet mniej ważne elementy. Musiałem przerobić bardzo dużo materiału tekstowego i źródłowego. Należało działać szybko, bo czas kręcenia filmu był stosunkowo krótki.

 

Kamieniem milowym był dla mnie wyjazd z Panem reżyserem Glińskim oraz z chłopakami na Powązki. Pamiętam, to było 1 sierpnia ubiegłego roku, w dniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Poszliśmy „odwiedzić” tamtych chłopaków. Była to moja pierwsza z nimi „styczność”. Bardzo długo odkładałem tę wizytę, bo wiedziałem, że muszę ich najpierw „poczuć”. Tamtego dnia, razem z Tomkiem Ziętkiem szukaliśmy ich mogił i w momencie, kiedy trafiliśmy na wspólny grób „Rudego” i „Alka”, cała ta wiedza, którą zdobyłem, sprawiła, że wszystko nagle się we mnie przełamało i przelało w wielkie poczucie jedności z nimi. To było piękne i przykre zarazem. Długo stałem nad tym grobem: godzinę, może dwie... Ta wizyta na Powązkach bardzo mnie wzruszyła i to był chyba znak, że gdzieś tam już jestem gotowy (choć bardzo nie lubię tego słowa „gotowy”) do zagrania swojej postaci.

 

Bardzo niezwykłe, to, co teraz mówisz i dziękuję Ci za to. Czuję podobnie: na Powązkach, często odwiedzam groby Powstańców i bardzo się wzruszam, gdy widzę to morze brzozowych krzyży. Wracając do filmu trzeba stwierdzić, że Robert Gliński opowiada głównie o losach dwóch postaci: „Zośki” i „Rudego”. Postać „Alka” jest nieco okrojona.

 

Tak moja postać była okrojona z powodów czysto technicznych.

 

Jednak Ty też odegrałeś swoją postać dobrze, swoim zawadiactwem do mnie trafiłeś.

 

Dziękuję za miłe słowa.

 

Czy odtwarzanie roli Alka było trudne?

 

Tak, chwilami było. Choć obecnie staram się całkowicie to zrozumieć, przecież nie wiedziałem początkowo, że moja postać zostanie aż tak okrojona w końcowej fazie montażu. Szkoda mi, że „Alek” w filmie jest pokazany raczej poważnie, od strony działania, podejmowania decyzji. Nie widać zwykłego, młodego chłopca, jego chwil radości. Ale decyzje przy montażu rozumiem i szanuję w zupełności. To była moja pierwsza tak ważna kreacja filmowa. Na razie, po dwóch czy trzech latach nauki w szkole teatralnej zaczynam pomału czuć deski teatralne.

 

Ogromnym przeżyciem było dla mnie już samo zetknięcie się z tak dużą i znaną ekipą: zdjęcia robił znany operator Paweł Edelman, film reżyserował Robert Gliński. No, sami najlepsi. W takim towarzystwie nie odczuwasz brzemienia tego, co masz przekazać, lecz obawę, na ile mój warsztat mi na to pozwali.

 

Myślisz, że Ci pozwala? Czy jeszcze się uczysz?

 

Ooo, jeszcze dużo nauki przede mną. Studiuję we Wrocławiu, ponieważ tu wybrałem szkołę. Urodziłem się w Niemczech, u podnóży niemieckich Alp. Moi Rodzice w czasie komuny tam wyjechali na kilka lat, a 2 lata po moich narodzinach wróciliśmy z powrotem do Polski. Od tamtego czasu mieszkamy we Wrocławiu i ja chciałem pozostać w moim mieście, więc nie startowałem do innej szkoły. Moi Rodzice nazwali to głupotą i zrobiłem to w tajemnicy przed nimi. Uwielbiam moje miasto, jednak wiem, że tak czy siak, czeka mnie przeprowadzka. Wrocław, choćby był najcudowniejszym miejscem, nie oferuje mi takiej pracy, jaką bym chciał wykonywać. Film „Kamienie na szaniec” był kręcony w Warszawie, a niektóre sceny w Lublinie.

 

To może Kraków w takim razie?

 

Jestem otwarty, zobaczymy jak to będzie. Przede mną ostatni semestr szkoły teatralnej, potem dyplomy. Zobaczymy jak się to wszystko potoczy. Jestem dobrej myśli.

 

Na zakończenie naszej krótkiej rozmowy: jakie masz marzenia?

 

Oj, mam ich trochę! Sprecyzujmy może, w jakiej dziedzinie?

 

Prywatnej i zawodowej...

 

To może je połączę. Chciałbym szalenie pracować z życzliwymi ludźmi, z którymi będę czuł się dobrze przy projektach, które pozwolą mi się dalej rozwijać, bo nie mam zamiaru spocząć na tej mojej aktorskiej ścieżce. Chciałbym żeby te dwie rzeczy udało mi się połączyć, bo choćby nie wiem jak wspaniały był projekt, jeśli nie będą mnie otaczali dobrzy ludzie, to wiadomo, co można z tym projektem zrobić. Jestem człowiekiem empatycznym i praca taka jak przy „Kamieniach na szaniec” była pracą, którą mógłbym sobie tylko wymarzyć.

 

Życzę Ci z całego serca spełnienia tego marzenia. Mam nadzieję, że niebawem się zobaczymy znowu w Krakowie, w związku z jakimś nowym projektem, którego też Ci życzę. Dziękuje Ci za rozmowę.

 

Też mam taką nadzieję. Dziękuję bardzo.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (2)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...