Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 15.03.2014 A A A
Wywiad z Tomaszem Ziętkiem, odtwórcą „Rudego” w filmie „Kamienie na szaniec”
ROZMAWIAŁ TOMASZ CICHOCKI
Fot. Tomasz Cichocki

Tomasz Ziętek, który w filmie wcielił się w rolę Rudego, to absolwent Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Aktorsko związany jest z Nowym Teatrem w Słupsku, gdzie w 2005 roku występował w spektaklu „Betlejem polskie”. Podczas realizacji „Kamieni na szaniec” został okrzyknięty polskim Jamesem Deanem. Z Rudym łączy go wrażliwość oraz poczucie humoru. – Jan Bytnar był człowiekiem pozbawionym naskórka, dzięki czemu chłonął wszystkie emocje. Zarówno rzeczy piękne, jak i te złe, dotykały go w bardzo osobisty sposób – opowiada Ziętek.


TOMASZ CICHOCKI: Tomku, skończyłeś niedawno szkolę teatralną, to Twój debiut filmowy. Tragiczna postać „Rudego” odtwarzasz bardzo realistycznie. Grasz przekonywująco. Nad przejmującą sceną katowania nie da się przejść obojętnie. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tym filmem?

 

Tomasz Ziętek: Po pierwsze, dziękuję za miłe słowa. A wszystko zaczęło się od castingu. Ostateczny wybór roli zależał tylko i wyłącznie od reżysera, pana Glińskiego. Początkowo miałem grać postać Zośki, potem Alka i w końcu reżyser zadecydował, że będę grać „Rudego”.

 

Podejrzewałem, że posiadam pewne cechy charakterologiczne oraz fizyczne predyspozycje, łączące mnie z „Rudym”. Castingu składał się z pięciu etapów i odbywał się w gorącym dla mnie okresie moich dyplomów wokalno-aktorskich. Podróżowałem więc tam i z powrotem, na trasie Gdynia- Warszawa, co było dosyć uciążliwe.

 

Mija 70 lat od tamtych wydarzeń. Tematyka tak odległa, nadal jednak fascynująca. Film Roberta Glińskiego różni się nieco od książki Aleksandra Kamińskiego o tym samym tytule, przedstawia inny punkt widzenia i wielu widzów może zdziwić, a nawet rozczarować. Jak można go reklamować, aby zainteresować nim młodych ludzi?

 

Moim zdanie film jest adresowany do młodych odbiorców. Myślę, że już na przykład sam plakat jest jednoznacznie do nich skierowany. Widzimy na nim wielu młodych ludzi, to jest film o nich. Poza tym, utrzymany jest w nieco hollywoodzkiej konwencji. Liczę też na efekt naszej wspólnej, ciekawej pracy z panem reżyserem, który zbierał od nas, młodych, różne informacje, oraz wysłuchiwał naszych sugestii. To było swoiste pochylenie się nad młodymi odbiorcami.

 

Zgadzam się, że film jest nośny, bo gra w nim wielu młodych ludzi i wasze kreacje aktorskie są przekonywujące. Jakie jeszcze są jego atuty?

 

Uważam, że tematyka, choć odległa jest bardzo interesująca i stale aktualna, a przyciągać może sama akcja filmu.

 

Film jest bardzo dynamiczny.

 

Tak, to prawda, w filmie jest dynamiczna akcja, a także dobra muzyka Łukasza Targosza. Sama historia, powtarzam, jest na tyle nośna, że chciałbym na pewno zobaczyć ten obraz, gdybym go nie widział.

 

A czy było Ci trudno przygotować się do roli? Dużo ćwiczyłeś? Długo szukałeś swojego źródła inspiracji?

 

Tak. Muszę szczerze powiedzieć, że ta rola dużo mnie kosztowała. Dzieli się ona na dwa różne etapy: pierwszy - gwałtownego dojrzewania, beztroskiego życia, ale z wojną w tle, a potem, drugi etap - po zatrzymaniu. Na początku bardzo intensywnie pracowałem nad tym ciemniejszym etapem, żeby nie przesłonił mi jaśniejszej strony myślenia. To była na przykład nauka języka niemieckiego, próby charakteryzatorskie, kaskaderskie Także próby dotyczące sceny tortur, które okazały się dla mnie nie lada wyzwaniem.

 

No, właśnie. Ale w tej scenie zastępował Cię chyba kaskader?

 

Nie. Wszystkie sceny zagrałem sam, a tylko jedna jest odegrana przez kaskadera: to moment zrzucenia ze schodów.

 

W takim razie, podziwiam.

 

Dziękuję było trudno, ale udało się. Wieszanie do góry nogami, polewanie wrzątkiem, przypalanie brwi papierosem - ta scena była bardzo trudna. Nie dało się nic oszukać. To był straszny stres, zarówno dla Wolfganga, grającego Langego, jak i dla mnie. On musiał wcelować w wyznaczony przez charakteryzatora punkt blisko mojego oka, blisko skroni, a ja zaś musiałem się przed tym bronić. Ale obaj daliśmy radę.

 

Zmieniając temat: Drugą Twoją pasją jest muzyka. Słyszałem, że grasz. Czy możesz też coś o tym powiedzieć?

 

O, to są bardzo dawne dzieje, niemniej z przyjemnością opowiem także o tym. Projektów muzycznych było bardzo dużo, ale na razie zostały tylko dwa. Jeden z nich to mój macierzysty zespól „The Fruitcakes”, z którym właśnie niedawno ukończyliśmy nagrywać płytę. Nagraliśmy ją na tzw. „setkę”. Jest to wyczyn. Tak nagrywano płyty około 50 lat temu: zespół wchodzi do studia nagrań i gra na żywo, czyli pokazuje, na co go stać. To jest rock and roll połączony z big beatem.

 

Zapraszam serdecznie do Krakowa.

 

Super. Dzięki za zaproszenie. Nie zapomnimy o Krakowa na naszej trasie koncertowej. W zeszłe wakacje byliśmy już w Krakowie, ale to był pobyt raczej anonimowy. Teraz postaramy się zagrać koncert.

 

A jakie masz marzenia?

 

Dwa z nich już zrealizowałem, zagrałem w filmie i nagrałem płytę. Teraz muszę znaleźć coś nowego.

 

Może jakiś nowy film?

 

Może jakaś podróż? A co do nowego filmu, to Cię zaskoczę, bo w Lublinie zacząłem z Andrzejem Chyrą pracę przy filmie „Carte blanche”.

 

Zatem trzymam kciuki, do zobaczenia wkrótce oraz dziękuję za rozmowę.

 

Dziękuję bardzo.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (6)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...