Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 17.03.2014 A A A
Naród, który nie zna swojej przeszłości, nie będzie znał swojej przyszłości
ROZMAWIAŁ TOMASZ CICHOCKI
Fot. Tomasz Cichocki

Kulturownia rozmawiała z Sandrą Staniszewską, odtwórczynią dziewczyny „Zośki” w filmie „Kamienie na szaniec”. Wywiad możecie przeczytać poniżej.


TOMASZ CICHOCKI: Sandra, to jest Twój debiut filmowy. Wcześniej miałaś małe krótkie epizody w niezależnych produkcjach, między innymi w filmie „48h TV” Kinomelina Studio, w serialu „M jak miłość”. Niedawno skończyłaś krakowską PWST i teraz wreszcie możemy Cię zobaczyć na dużym ekranie.Powiedz nam proszę parę słów o Twej roli Hali Glińskiej w filmie „Kamienie na szaniec”.

 

Sandra Staniszewska: To jest dziewczyna „Zośki”, czyli Tadeusza Zawadzkiego, jego sympatia, jego przyjaciółka. To jest dziewczyna wrażliwa, aczkolwiek opanowana. Emocje chowa gdzieś do środka, żeby nie zniechęcić głównego bohatera. Ponieważ jak wiadomo Tadeusz Zawadzki był bardzo skoncentrowany na akcjach, na bohaterstwie i na swoim przyjacielu „Rudym”, myślę że gdyby była typową kobietą, jak to sobie wyobrażamy tzn. kobietą kochającą, czułą, bardzo emocjonalną, nigdy nie miałaby szans, żeby przetrwać przy takim człowieku.

 

Natomiast jako dziewczyna - bardziej przyjaciółka niż „kobieta” - miała szansę, aby do niego dotrzeć jako drugi, bliski człowiek, który jest, który słucha, który doradzi i niczego nie zabroni.

 

Jak Ci się grało na planie, wśród swoich koleżanek i kolegów nie tylko ze szkoły aktorskiej?

 

Bardzo dobrze mi się grało. Przede wszystkim, dlatego, że są to ludzie w moim wieku, a po drugie są to moi znajomi. Na przykład, z Marcelem znaliśmy się jeszcze z czasów egzaminów wstępnych do szkól teatralnych. Fakt, że prawie każdy z nas kończył inną szkołę. Ale było fajnie skonfrontować wszystkie te warsztaty, bo spotykaliśmy się wszyscy razem na próbach, cała czwórka, a potem piątka. Spotykaliśmy się też wszyscy u reżysera. Tam oglądaliśmy różne materiały filmowe, czytaliśmy książki i wymienialiśmy się swoimi spostrzeżeniami i zebranymi materiałami pomocniczymi, kserowaliśmy notatki. Ja na przykład pisałam z Marcelem listy, takie jak Tadeusz pisał z Halą. To było niesamowite, bo te postacie w nas dorastały i dojrzewały tak, że nawet do dzisiaj mówimy do siebie pseudonimami na ulicy „Rudy”, „Zośka” „Alek”, „Hala” i „Monia”.

 

Tego filmu nie można zbagatelizować, jest to film realistyczny, opowiadający o prawdziwych postaciach, które zginęły podczas II wojny światowej, oraz w okresie Polski Ludowej.

 

Czy myślisz, że ten film się spodoba młodszemu pokoleniu? Parę dni temu reżyser na konferencji prasowej mówił że tak, to film dla młodego pokolenia. A co Ty sądzisz?

 

Jestem przekonana, że spodoba się młodym ludziom. Szczególnie, że wśród bohaterów można znaleźć różne wzorce do naśladowania: „ja chcę być taka, jak ta dziewczyna, a ja chcę być jak ten chłopak”. Mam nadzieję, że ten film poruszy umysły młodych ludzi, ponieważ w Polsce czujemy się obecnie bardzo bezpiecznie. Jest nam ciepło, nie mamy żadnego zagrożenia, jednak obecna niezbyt stabilna sytuacja na Ukrainie powoduje, że zadajemy sobie pytania: co byłoby, gdyby? Myślę, że trzeba się obudzić z tego bezpieczeństwa i zadbać o naszych sąsiadów, o tych ludzi którzy potrzebują naszej uwagi.

 

Naszym marzeniem jest, aby ten film uruchomił jakąś dyskusje, obudził ludzi ze snu, żebyśmy się wszyscy mocno zintegrowali, poznali historię naszego kraju. Bo naród, który nie zna swojej przeszłości, nie będzie znał swojej przyszłości.

 

Jeździcie z filmem „Kamienie na szaniec” po najważniejszych miastach w Polsce. Byliście już w Warszawie, Lublinie, dzisiaj w Krakowie, wcześniej w Łodzi. Jak ważne i ciekawe są te spotkania dla Was?

 

Tak, jesteśmy w trasie filmowej. Jeździmy sobie wszyscy razem filmowym busem. Jest wesoło. W każdym mieście jest inaczej i to jest bardzo ciekawe. Np. wczoraj w Lublinie zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Również podczas zdjęć, które tam kręciliśmy byliśmy ciepło przyjmowani. Jutro już wracamy do Warszawy.

 

Każdy z nas ma jeszcze przed sobą pokaz w swoim mieście, ja na przykład w Zielonej Górze. Chcemy promować ten film swoimi twarzami i jest naprawdę bardzo miło jak przychodzą do nas po seansie inni młodsi ludzie, ale i starsi też i dziękują nam za grę. To jest niesamowite przeżycie.

 

Na zakończenie wywiadu życzę Ci jeszcze więcej sukcesów, nie tylko związanych z tym filmem. Żeby ten film otworzył Ci drogę do kolejnych ról. Czego można Ci jeszcze życzyć?

 

Dziękuje za miłe życzenia, a że parę dni temu miałam urodziny, każdy z gości życzył mi zdrowia, miłości, szczęścia, sławy i spotkań z ciekawymi reżyserami. Nagle pod koniec, pewien młody człowiek powiedział: „Oscara!” i wszyscy się roześmiali. Ale można mi chyba życzyć i Oscara, bo jest to marzenie każdego młodego człowieka wykonującego ten zawód.

 

Życzę więc Oscara. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

 

Dziękuję.

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (0)
Brak komentarzy
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...