Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 09.09.2012 A A A
Pomóżmy chłopakom "Uciec na Pitcairn"
Rozmawiał Tomek Łukaszewski
Mateusz Konopacki oraz Marek Ułan-Szymański pomysłodawcy projektu. Fot. Magda Naskręt

Dwóch młodych filmowców wybiera się w kilkumiesięczną podróż, aby znaleźć odpowiedź na kluczowe pytanie: Czy można odnaleźć szczęście na końcu świata? O przygotowaniach do wyprawy i planach związanych z jej realizacją rozmawialiśmy z Mateuszem Konopackim oraz Marekiem Ułan-Szymańskim, pomysłodawcami projektu "Uciec Na Pitcairn".


Kulturownia.pl: Czym jest Pitcairn i gdzie znajduje się to mistyczne miejsce?

 

Mateusz Konopacki: Pitcairn jest wyspą położoną pośrodku Oceanu Spokojnego, najbliższym względem niej lądem jest Tahiti, oddalone od Pitcairn o 2 tys. km. Przy okazji Pitcairn jest najmniejszą demokracją świata, liczącą w tej chwili 42 mieszkańców.

Marek Ułan-Szymański: I jest naszym końcem świata!

 

Jak to się stało, że zdecydowaliście się realizować tak trudny projekt? Skąd pomysł na taką podróż?

 

MUS: O Pitcairn opowiedział mi brat, a że byłem wtedy w paskudnym, wisielczym nastroju, od razu ukazał mi się w głowie motyw ucieczki, który dojrzewa we mnie od dawna. Dalej już nie można- pomyślałem- po to się urodziłem, muszę coś udowodnić, potrzebuję wyzwania. Ale nic nie można robić bezmyślnie, więc przekuję te emocje w film, niech inni też uciekną. Do realizacji zmotywował mnie Mateusz, bez niego długo bym tego jeszcze nie ruszył na poważnie lub na zawsze pozostawił w  sferze marzeń.

MK: To wcale nie jest takie trudne. To jest to co chcemy w życiu robić, nie ma przeszkód, tylko różne możliwości.

MUS: Trudno to żyję się bez marzeń.

 

Od jak dawna przygotowujecie się do realizacji tego projektu?

 

MUS: Mentalnie to do 1989 roku.

MK: Merytorycznie od początku czerwca.

MUS: Czynnie od 10 lipca.

 

Podobno na Pitcairn nie można się dostać inaczej niż drogą morską, a podróż tam trwa cztery miesiące. Jak to jest możliwe w dzisiejszych czasach?

 

MK: Na Pitcairn nie ma żadnego lądowiska, zatem droga powietrzna jest niemożliwa. Znaleźliśmy jednak szybszą drogę i zajmie nam to około 7-10 dni, ale to wszystko zależy od pieniędzy, one niestety ograniczają. Ale trzeba się wstrzelić w terminy i pozałatwiać mnóstwo rzeczy, więc aby zrobić z tych 3-4 miesięcy 10 dni, należy wykonać  potężną pracę.

 

Co będziecie robić przez tych parę miesięcy w podróży?

 

MUS: Reżyserować, pisać i robić pompki.

MK: Produkować, pilnować, mieć na wszystko oko. Po prostu wykonywać swoją robotę.

MUS: Myśleć o rodzicach i przyjaciołach.

MK: O samotnych.

MUS: O wszystkich bez wiary w siebie i życie, aby to co przywieziemy dało im wielkie, orle skrzydła.

 

Z podróży ma powstać film dokumentalny. O czym on będzie? Co chcecie w nim pokazać?

 

MUS: Po pierwsze Pitcairn, wyspę, jej mieszkańców. Jesteśmy pierwszą ekipą, która uzyskała zgodę na zdjęcia na terenie wyspy, dłuższe niż 2-3 dni. Zatem będzie to pierwszy dokument o wyspie i jej mieszkańcach. Będziemy dokumentować życie na wyspie bardzo skrupulatnie, aby móc wyciągnąć wnioski na temat ucieczki na koniec świata. Po drugie, podróż. Chcemy odpowiedzieć na pytanie czy można uciec na koniec świata i znaleźć szczęście, czy ucieczka jest rozwiązaniem. Chcielibyśmy oddać uczucie kompletnej ucieczki od domu, kraju i tego co mentalnie nas tutaj zatrzymuje. Uciekamy na koniec świata, żeby się dowiedzieć, żeby spełnić swoje marzenie, ale przede wszystkim pokazać, że można wszystko, że się da, że każdy może i wszystko czego potrzebujesz tkwi w Twoim sercu. Nie chcemy być aroganccy, ale zależy nam, aby sprzedać Wam wszystkim marzenia. To co oferuje nam współczesny świat i w jaki sposób zamyka w swoim pudełeczku to nie wszystko. Mamy dość szarzyzny, apatii i nihilizmu. Jest wiele rzeczy, które chciałbym powiedzieć ludziom, żeby się do cholery uśmiechnęli, przestali ranić, okłamywać, upadać i popadać w kompleksy, słuchać bzdur i pozwalać toczyć się współczesnym schematom. Nie uratujemy świata, ale ktoś może zrozumie, zapadnia w sercu się uruchomi. Nie powiemy tego wszystkim, więc  zrobimy film, naszym czynem udowodnimy wszystko co czujemy.

 

Ok. Powstanie zatem film dokumentalny z podróży. Czy będzie można go gdzieś później zobaczyć? Macie jakieś plany związane z jego dalszą promocją?

 

MK: No jasne! Chcemy, aby film miał normalne życie, tzn. festiwale, kina, TV, dvd. Promocja tak naprawdę ma miejsce już teraz, choć oczywiście na mniejszą skalę. Nawiązaliśmy współpracę z agencją PR, która doradza nam w jaki sposób to rozkręcić. Nie robimy tego do szuflady, wierzymy w to i oddajemy się temu całkowicie.

 

Czy wyprawa na Pitcairn to Wasz pierwszy tego typu projekt, czy możecie się już pochwalić innymi, mniej lub bardziej podobnymi pomysłami?

 

MK: Ja przez 3 lata podróżowałem po całej Europie zarobkowo, zaliczyłem 26 różnych zawodów. Połowę mojego plecaka zawsze zajmowała kamera, zatem Pitcairn jest tym momentem w moim życiu, w którym przyszedł czas na prawdziwy film.

MUS: Ja mam inne przygody z podróżowaniem, ale podobnie jak Matt, całe życie czekałem na coś takiego. To jest ukoronowanie wszystkiego co w sobie tłamsiliśmy i co w nas dojrzewało. Teraz jesteśmy starsi, silniejsi, mamy fachową wiedzę i możliwości. Pitcairn wisiało w powietrzu i czekało, aż dojrzejemy.

 

Czy trudno zdobyć jakieś wsparcie przy tak nietypowym projekcie filmowym? Czy ktoś Wam pomaga przy tym projekcie?

 

MK: Jesteśmy drugim projektem w Polsce o charakterze crowd- fundingowym. Zbieramy sumy od naszych fanów, zdarza się 3,90 zł i zdarza się 250 zł. To wszystko jest dla nas ważne, film jest dla ludzi i chcemy coś powiedzieć. Oprócz tego mamy pierwszego sponsora, firmę MATBET.

MUS: Jedyna betonowa marka na końcu świata.

MK: Naprawdę dużo się dzieje, ale jesteśmy otwarci, ponieważ poszukujemy sponsora głównego. Nie żebrzemy, proponujemy współpracę. Szkoła filmowa w Łodzi została naszym koproducentem.

MUS: Spotkaliśmy się z miłym odzewem dziennikarzy. Znajomy moich rodziców zapewnia nam darmową opiekę prawną.

MK: Nasz patron medialny FILMPRO pomaga załatwić sprzęt.

MUS: Wiele udało się nam nakręcić we dwóch, a to wszystko dzięki ludziom wierzącym w nasz projekt. Zatem jak już dostaniemy resztę pieniędzy, zdobędziemy świat!

 

Kiedy zatem wyruszacie i kiedy planujecie wrócić do Polski?

 

MK: 24 listopada, planujemy wrócić 18 stycznia. Ale to wszystko jest bardzo ruchome.

MUS: Pewne jest to, że popłyniemy. Jesteśmy mega nakręceni i gotowi. Chcielibyśmy też zaprosić Państwa na nasz fanpage: www.facebook.com/GetAwayTo Każdy „lajk” i Wasze zainteresowanie są dla nas bardzo cenne! A poza tym prowadzimy tam konkursy, chcemy być możliwie blisko z fanami, ponieważ, jak już wspomniałem, film musi być dla ludzi. No i nasze filmy promo są jupcze jak tatarskie siodło.

 

Zatem nie pozostaje nic innego, jak życzyć Wam powodzenia. Dziękuję za rozmowę.

 


Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (1)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...