Wykorzystujemy pliki cookies do poprawnego działania serwisu internetowego, oraz ulepszania jego funkcjonowania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej.
Data publikacji: 13.10.2012 A A A
Nie lubię i nie chcę zamykać się w jednym gatunku
ROZMAWIAŁA: NATALIA LECH
Rafał Dębski - pisarz, psycholog, pedagog, dziennikarz - autor m.in. powieści "Wilkozacy". Fot. Materiał prasowy

"Twórca zawsze chce coś przekazać odbiorcom. Nawet zespoły discopolowe starają się dorabiać jakąś kulawą ideologię do tych obrzydliwych flurów, które produkują i w wywiadach wmawiać otoczeniu, że w tym wszystkim jednak chodzi o coś więcej niż mamona oraz zaliczanie naiwnych wsiowych panienek." - uważa Rafał Dębski - pisarz, psycholog, pedagog i dziennikarz - z którym rozmawialiśmy na temat jego nowej książki "Wilkozacy" oraz sztuki pisania książek.


Kulturownia.pl: Dlaczego aż dwa lata kazał Pan czekać miłośnikom "Wilkozaków" na kontynuację powieści?

Rafał Dębski: Wytłumaczenie jest bardzo proste. Do wiosny tego roku byłem redaktorem naczelnym miesięcznika „Science Fiction, Fantasy i Horror”, miałem więc niewiele czasu na własną pracę twórczą. W tym czasie tłumaczyłem także literaturę rosyjską i redagowałem teksty. „Krew z krwi” wprawdzie napisałem jeszcze redaktorząc, chociaż sam nie do końca wiem, kiedy zdołałem to zrobić.

 

Jak wyglądał proces twórczy?

W przypadku takiej książki jak „Wilkozacy” sam pomysł na bohaterów i fabułę nie wystarczy. Jest tam sporo historii i postaci realnie istniejących. Pisanie poprzedziły solidne prace nad opracowaniami i źródłami, zresztą w trakcie pisania też trzeba uzupełniać wiadomości, sprawdzać fakty. Przy tworzeniu fantastyki historycznej nieokiełznana wyobraźnia musi się mieszać z pracą naukową.

 

W Pana powieściach znakomicie połączone są wątki historyczne ze światem fantasy, doprawione skomplikowaną historią miłosną, krwawymi pojedynkami i niezwykłymi osobowościami bohaterów. Dla konesera gatunku z pewnością brzmi to wprost wybornie. Skąd czerpał Pan inspiracje do stworzenia tak fascynującej fabuły?

Dziękuję za miłe słowa. Trudno jednoznacznie powiedzieć, skąd czerpałem inspiracje. Najprostszą odpowiedzią było by „z głowy”, ale przecież, jako się rzekło wyżej, to nie tylko moja wyobraźnia, lecz także wykorzystywanie faktów historycznych w taki sposób, aby wszystko logicznie trzymało się kupy.Cała reszta – czyli opowieść o miłości, okrucieństwie, o motywacjach bohaterów wynika z mojego zainteresowania człowiekiem. Poza tym, uwielbiam pisać historie miłosne. W końcu to sens i treść życia. Dla miłości człowiek może dokonywać rzeczy, których by nie dał rady zrobić normalnie. I nie chodzi mi tylko o związki damsko-męskie, ale też uczucie do dzieci oraz przyjaźń, która przecież bywa nawet od miłości silniejsza.

 

Czy któraś z postaci była wzorowana na Panu lub bliskich osobach?

Absolutnie nie. A w każdym razie na pewno nie świadomie. Tworząc bohaterów nie staram się im nadawać cech znanych mi ludzi, albo moich własnych. Dawno temu przeszedłem etap, na którym trzeba sobie wyobrazić kogoś konkretnego z otoczenia, żeby stworzyć krwistą postać. Chociaż… tak naprawdę chyba nigdy tego etapu nie przechodziłem... w każdym razie nie pamiętam.

 

"Wilkozacy" zdają się nie być jedynie obrazem pochodzącym z Pana wyobraźni. Czy powieść niesie ze sobą jakieś szersze przesłanie?

Twórca zawsze chce coś przekazać odbiorcom. Nawet zespoły discopolowe starają się dorabiać jakąś kulawą ideologię do tych obrzydliwych flurów, które produkują i w wywiadach wmawiać otoczeniu, że w tym wszystkim jednak chodzi o coś więcej niż mamona oraz zaliczanie naiwnych wsiowych panienek. A ktoś, kto traktuje poważnie to, co robi, niejako z założenia chce, żeby jego praca niosła jakieś przesłanie. W przypadku „Wilkozaków” piszę po prostu o tym, jaki jest człowiek, jak może zachować się w sytuacjach brzegowych, jak dokonuje wyboru między życiem a wolnością wewnętrzną. Chciałbym, aby czytelnik zatrzymał się nad tym chociaż na chwilę, dokonał refleksji.Bo kiedy mówię młodzieży o honorze, na przykład podczas pokazów fechtunku, przerażająco często spotykam się z niezrozumieniem tego pojęcia. Młodzi chłopcy wiedzą, że takie słowo istnieje, ale co dokładniej oznacza - już niekoniecznie. Czasem się powiada, że honor w naszych czasach znacznie potaniał. Ale chyba w każdych czasach się tak mówiło. Teraz jest z tym o wiele gorzej, bo zdaje się on po prostu zanikać. Widać to doskonale chociażby w polityce: skompromitowany minister czy inny wyższy czynownik przed wojną palnąłby sobie w łeb z odpowiedzialnego kalibru, lub co najmniej złożył dymisję i zaszył się gdzieś, żeby o nim zapomniano, a dzisiaj skandal nic nie znaczy i jeden z drugim typ ubabrany jak cholera w różnych aferach, uczestniczy sobie nadal w życiu publicznym. Jak więc mają się zachowywać zwyczajni ludzie? Przykład przecież idzie z góry. Łatwiej usprawiedliwiać własne skurwysyństwo, jeśli się widzi, że inni – teoretycznie lepsi i światlejsi od nas „reprezentanci narodu” – postępują identycznie.A mnie się to nie podoba. A ja tak nie chcę. Chciałbym powrotu do zdrowych, zrozumiałych zasad moralnych, bez relatywizowania zbrodni przeciw sumieniu i określania nieprawidłowych zachowań mianem „innych orientacji”.Tak, jak u Norwida:Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,Bez światło-cieniaTęskno mi, Panie.

 

Pierwsza część historii "Wilkozaków" spotkała się z przychylnymi recenzjami i  aprobatą czytelników. Jakie oczekiwania ma Pan w związku z wydaniem drugiego tomu powieści?

Mam tylko jest jedno pragnienie – żeby się znowu spodobało. Nie wiem natomiast, jakie dokładnie są oczekiwania czytelników, szczególnie fanów świata wilkozackiego, bo jest takich trochę. W drugim tomie więcej mamy może refleksji podobnych do tych z „Gwiazdozbioru Kata”, aczkolwiek akcja toczy się wartko. Zawsze powtarzam, że literatura powinna dawać czytelnikowi radość, wzruszać, zachwycać, czasem nawet przerażać. Nie powinna natomiast nudzić. Od nudzenia i mędzenia mamy i w naszym kraju, i na całym świecie znakomitych fachowców. Pisarze nie muszą im pomagać.

 

Jest Pan twórcą zarówno powieści historycznych, opowiadań sciene fiction, jak i twórcą literatury fantasy. Który gatunek i dlaczego jest jednak Panu najbliższy?

Piszę jeszcze powieści wojenne, sensacyjne i kryminalne. Nie lubię i nie chcę zamykać się w jednym gatunku. To utrudnia może nieco wybicie się, bo różnorodność zakłada konieczność trafiania do różnych grup czytelników, zdobywanie nowego odbiorcy, ale inaczej nie umiem, cenię sobie swobodę działania.Wyszedłem z fantastyki i jest moją nieuleczalną miłością. W zasadzie wychowałem się na typowej literaturze science fiction, fantasy przyszło później. Ale gdybym miał powiedzieć, który z tych dwóch rodzajów pisania jest mi bliższy, miałbym problem. Podobnie z innymi gatunkami, pozafantastycznymi. Dla mnie literatura dzieli się na wybitną, bardzo dobrą, dobrą i złą. I tyle.

 

Z zawodu jest pan nauczycielem. Jak Pana uczniowie podchodzą do kariery pisarskiej swojego pedagoga?

Z zawodu jestem psychologiem, a pracuję faktycznie w gimnazjum, choć nie wiem, ile jeszcze wytrzymam. Uczniowie w żaden sposób nie podchodzą do mnie jako pisarza, bo po prostu nie mają pojęcia, że nim jestem. To raczej nie jest grupa wiekowa, która by brała moje książki do ręki.

 

Zajmuje się Pan tłumaczeniami rosyjskich twórców fantasy? Jakie zauważa Pan różnice między polską a rosyjską fantastyką?

Każdy naród pisze z perspektywy własnej kultury, własnych doświadczeń, sympatii, uprzedzeń i tak dalej, więc pewne różnice występują już na takim podstawowym poziomie, jak chociażby podejście do jednostki ludzkiej. W przypadku Rosjan idzie to w dwie strony – u jednych widać charakterystyczne imperialne podejście, kiedy to jednostka jest zerem i służy budowaniu potęgi, u innych zaś wielką tęsknotę za nieokiełznanym indywidualizmem. U nas z kolei najczęściej panuje mocne podejście personalistyczne. Oczywiście generalizuję i spłaszczam temat, bo są też postawy pośrednie i najróżniejsze smaki, ale trudno to przedstawić bez takich właśnie uproszczeń.Gdybym jednak miał rozmawiać dogłębniej o różnicach (i, siłą rzeczy, podobieństwach), byłby to temat o osobną, bardzo długą rozmowę. Rosyjską literaturę oraz ogólnie kulturę bardzo cenię, co nie przekłada się w żaden sposób na miłość do imperium rosyjskiego. Mówię o tym, bo spotkałem się z poglądami, jakobym był zdeklarowanym rusofilem tylko dlatego, że zajmuję się przekładami z tego języka.

 

Czy drugi tom "Wilkozaków" jest ostatnią częscią ich perypetii? Jakie ma Pan plany literackie na najbliższą przyszłość?

W drugim tomie zamykam losy bohaterów, nie planuję trzeciej części opowieści o Serhiju i Marice. Zamierzam natomiast wykorzystać Wilkozaków jako takich do stworzenia cyklu powieściowego, a właściwie raczej sagi. Akcja opowieści będzie się toczyć w różnych czasach i miejscach, chciałbym napisać i o okresie „przedkozackim” Wilków, i przeprowadzić bohaterów przez różne epoki, aż do współczesności. Taki jest plan, a co wyjdzie, zobaczymy.Jeśli idzie o najbliższe prace – kończę powieść o roboczy tytule „Kamienne twarze, marmurowe serca”. Jest to historia sensacyjno-kryminalna osadzona w dziewiętnastym wieku, a zahaczająca o polską emigrację po powstaniu listopadowym, rozgrywa się w Rosji, Francji i na moim ukochanym Kaukazie. Nie ma nic wspólnego z fantastyką.Co potem? Może kolejna książka osadzona w świecie Wilkozaków? Może coś innego? A może dopadnie nas ten przepowiadany niczym apokalipsa kryzys i literatura obumrze, ja zaś będę się musiał zająć zupełnie czymś innym? Mam nadzieję, że jednak nie…

Podziel się treścią artykułu z innymi:
Wyślij e-mail
KOMENTARZE (1)
PODOBNE TEMATY
Na nudę nie narzekam, nienawidzę siedzieć w miejscu
Michał Kowalski - model, aktor, działacz społeczny i student ...
Agata Kulesza bez make-upu. Czy łatwo grać zakonnicę?
„Kiedy przebierałyśmy się w habity i welony, było w tym ...
Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz, autorką powieści „Spalić wiedźmę”
„Tak naprawdę najwięcej pomysłów przyszło mi do głowy ...